grudnia 05, 2019

Lanolina - wspaniały składnik ze strasznie krwawą historią w tle

Lanolina - wspaniały składnik ze strasznie krwawą historią w tle
Lanolina kojarzy się z czymś ciepłym, miłym, otulającym i miękkim jak owieczka. Faktycznie jest to produkt pochodzenia zwierzęcego (absolutnie nie jest składnikiem kosmetyków wegańskich), który pozyskuje się bezpośrednio z wełny owiec. To chyba reklamy wszystkich kosmetyków i płynów do prania wzbogaconych o lanolinę zakodowały jej pozytywny obraz w naszej wyobraźni, w sumie całkiem adekwatnie do jej właściwości. Lanolina ma dużo wspólnego z ciepłą owczą wełną – tak jak wełniany koc tworzy na powierzchni skóry okluzję, przez co pośrednio gwarantuje jej nawilżenie. Ma właściwości pielęgnacyjne, odżywcze i ochronne dla skóry. Co więcej, jest to składnik który kojarzy się z zaczynającą się własnie, zimową porą – kiedy spada wilgotność powietrza wokół, skóra również ją oddaje, mając tendencję do przesuszenia. Lanolina świetnie ten problem rekompensuje. Wątpliwą kwestią jest jednak sposób jej pozyskiwania... Czy jest etyczny i czy cierpią podczas tego procesu zwierzęta?

Lanolina to właściwie owczy tłuszczopot. Należy do wosków o ciężkiej, lepkiej konsystencji,  żółtawej barwie i charakterystycznym zapachu. Jest emolientem, a jej najważniejsze właściwości do zdolność do zmiękczania, natłuszczania, okluzji i ochrony naskórka. Gwarantuje skórze miękkość i elastyczność (i tę zdolność zmiękczania wykorzystuje się również przy produkcji płynów do prania w lanoliną) i nie jest komedogenna (nie "zapycha" porów). Większość jej właściwości bazuje na tym, że lanolina jest mieszanką estrów kwasów tłuszczowych ze sterolami, w tym cholesterolem (którego zawiera bardzo dużo i który także jest składnikiem warstwy lipidowej naskórka). Cholesterol jest bardzo pożądany w kosmetykach, żeby przywrócić lipidową równowagę skórze, zwłaszcza w zimie i dla skóry przesuszonej. Poza tym lanolina oprócz właściwości pielęgnujących, jest cennym surowcem przy tworzeniu kosmetyków, jako że pełni rolę emulgatora – jest w stanie zemulgować (pochłonąć) dużą ilość wody. Jest też bardzo kompatybilna z pozostałymi składnikami kosmetyku, gwarantując im lepsze wchłanianie. Zapobiega również nadmiernej keratynizacji, czyli nawarstwianiu się kolejnych, martwych komórek naskórka (np. na stropach), natłuszcza i łagodzi stany zapalne.

Moje dwa słoiczki lanoliny ze sklepów z surowcami kosmetycznymi

Przez jakiś czas lanolinie przypisywano łatkę alergenu, jednak jest to znamię czasów, gdy nie była ona jeszcze tak skutecznie oczyszczana jak w dzisiejszych czasach. Dobrej jakości lanolina oczywiście może uczulać, ale nie jest to tak strasznie powszechne zjawisko.

W kosmetykach najczęściej spotkamy czystą (bezwodną) lanolinę (Lanolinum anhydricum), podczas gdy w recepturze aptecznej króluje lanolina farmaceutyczna uwodniona (Lanolinum hydricum) która zawiera dodatek ok. 25% wody.

Gdzie znajdziemy lanolinę?

  • w proszkach i płynach do prania
  • w produktach leczniczych, maściach, jako składnik opatrunków i kremów przeciwzapalnych i przyspieszających gojenie się ran
  • w kosmetykach ochronnych, natłuszczających, dedykowanych osobom z atopowym zapaleniem skóry i łuszczycą
  • w mydłach i produktach do kąpieli i do włosów  
  • w preparatach dla karmiących matek do skóry brodawek





Osobiście uwielbiam lanolinę. Miałam do tej pory kilka słoiczków, które zużywałam zwykle w zimie. Stosowałam ją albo bezpośrednio na skórę (naj, naj, najlepszy składnik na popękane usta!) albo z jej użyciem ucierałam w parownicy kremy do rąk i stóp, o bardzo odżywczych, ochronnych właściwościach. To wszystko miało jednak miejsce zanim zaczęłam się zastanawiać nad jej faktycznym pochodzeniem. Nie jestem weganką, ale nie jestem też obojętna cierpieniu zwierząt. O tym jednak za chwilę. Wróćmy do kremów z lanoliną – można je bardzo łatwo przygotować w warunkach domowych.

Jak zrobić krem z lanoliną do suchej skóry?
Jest to dużo bardziej prosta historia niż przygotowanie tradycyjnego kremu. Do czystej, zdezynfekowanej parownicy (lub ewentualnie moździerza) przekładamy łyżkę lanoliny i powoli dodajemy do niej wodę lub hydrolat (na przykład 2 łyżki) i dłuugo ucieramy. Pojawi się charakterystyczne strzelanie i zauważymy, że emulsja nabiera powoli jaśniejszego koloru i kremowej konsystencji. Do kremu można dodawać ulubione dodatki, olejki lub witaminy.

A teraz przechodzimy do meritum, czyli... skąd bierze się lanolina?

Lanolinę wytwarzają owce i inne zwierzęta posiadające wełnę. Najczęściej wykorzystywana jest wełna owcza, a jedna czwarta całej wełny na świecie pochodzi z hodowli owiec w Australii. Zwierzęta produkujące wełnę wytwarzają w zimie rodzaj tłuszczopotu - sebum, które dodatkowo chroni je przed temperaturą. Żeby taki tłuszczopot pozyskać, należy najpierw owcę ostrzyc. Następnie wełna przekładana jest do specjalnych pojemników, gdzie jest prana i przełożona do wirówek gdzie runo oddziela się od tłuszczopotu i wody. Następnie lanolina jest oczyszczona z resztek niepożądanych substancji, takich jak np. pestycydy. Pestycydy? Jak to? Ano tak, że owce są opryskiwane pestycydami tak jak uprawy, a czasem nawet i kąpane w pestycydach, dla uniknięcia zasiedlenia ich skór przez pasożyty. Nie wszędzie stosuje się takie praktyki, jednak jest to coś co trzeba wziąć pod uwagę. Na szczęście zarówno prawo europejskie jak i farmakopea narzucają ścisłe regulacje w tej kwestii i lanolina może na ten moment mieć maksymalnie znikomy procent zawartości pestycydów. Po oczyszczeniu, lanolina jest osuszana do osiągnięcia finalnej, twardej konsystencji.

Jeśli komuś ciężko wyobrazić sobie masową produkcję lanoliny, to poniżej wklejam link do filmu na Youtube z fabryki lanoliny:

 

Kwestią budzącą wątpliwości są przede wszystkim metody strzyżenia owiec. Nie zawsze odbywa się to w sposób humanitarny, i często owce są po prostu brane za kopyta do zagrody, gdzie są brutalnie golone do krwi. Jeszcze kilka lat temu głośno było o przeokrutnym mulesingu, czyli wycinaniu płatów wełny wraz ze skórą z tylnych części ciała owiec, żeby zapobiec zasiedlania wełny przez larwy.

Autorytet w kwestii traktowania zwierząt, czyli organizacja PETA, sprzeciwia się złemu traktowaniu owiec już od lat, promując również kampanie kształtujące świadomość ludzi na temat produkcji wełny i ich cierpienia w tym procesie. PETA zachęca do całkowitej rezygnacji z produktów wełnianych, a także jej pochodnych, czyli właśnie lanoliny. Mimo, że w kwestii traktowania owiec wiele się już zmieniło (m.in. w wielu krajach mulesing został zabroniony, tak samo jak kontrolowane są opryski pestycydami i inne procedury) to wciąż istnieje mnóstwo hodowli, gdzie owce są traktowane w barbarzyński sposób. Nie chcę pisać o konkretach, bo są to rzeczy dla ludzi o stalowych nerwach, ale ciekawskich zachęcam do odwiedzenia Googla i Youtuba.

Do tej pory kupowałam lanolinę na stronach z półproduktami. Nie byłam jednak świadoma jak dokładnie się ją pozyskuje... Niestety, ciężko zbadać czy lanolina, którą kupujemy, pochodzi z etycznego źródła. Podobno są hodowle, gdzie gwarantuje się ekologiczny chów owiec, wypasa się je na pastwiskach bez pestycydów, ich strzyżenie odbywa się w sposób bardzo humanitarny i spokojny, bez krzywdzenia. Obróbka runa odbywa się w takich miejscach bez nadmiernego stosowania produktów chemicznych. Brzmi fajnie, ale moje poszukiwania takich miejsc w Polsce szybko legły w gruzach. Wiem, że istnieje marka, która szczyci się organiczną, wolną od pestycydów i okrucieństwa wełną – LanaCare. Produkty tej marki dostępne są m.in. w internetowych drogeriach ekologicznych. Zamierzam przyjrzeć się im bliżej.

Jeśli ktoś z Was ma wiedzę lub komentarze na ten temat, to zachęcam do dzielenia się! Ja zamierzam skończyć mój słoik lanoliny do końca, i kolejnego nie kupię, dopóki nie będę pewna skąd dokładnie ona pochodzi. Zamierzam też zwracać uwagę na ten składnik w INCI (na szczęście jest prosty do znalezienia (Cera Lana, Lanolin).

Tak więc ta ciepła, milutka, miękka i puszysta lanolina, stawiająca przed oczami obraz niewinnego baranka, ma tak naprawdę brutalną historię w tle. Wielka szkoda, bo jest to fantastyczny i ciężki do zastąpienia półprodukt pielęgnacyjny, zwłaszcza zimą. Jednak decyzje etyczne każdy z nas podejmuje dla samego siebie. Ja na ten moment lanolinę sobie odpuszczam, zwłaszcza w komercyjnych i szeroko dostępnych produktach, i rozpocznę poszukiwania etycznych źródeł jej pozyskiwania.


Do poczytania:

https://dziecisawazne.pl/welna-naturalna-czy-nie/
https://www.ekonsument.pl/s134_welna_konwencjonalna.html
https://www.peta.org/about-peta/faq/whats-wrong-with-wearing-wool/

listopada 26, 2019

Dobre, wegańskie i naturalne emulsje do mycia twarzy

Dobre, wegańskie i naturalne emulsje do mycia twarzy
Dziś kilka dobrych kosmetyków, które miałam okazję wypróbować ostatnimi czasy. Wszystkie z nich są w pełni naturalne, wegańskie i nietestowane na zwierzętach.



Jeśli chodzi o kosmetyki do mycia twarzy, to do wyboru mamy kilka rodzajów produktów. Odpowiedni rodzaj kosmetyku powinniśmy dobrać do aktualnych potrzeb swojej skóry. Najczęściej wybierane są żele myjące, a zaraz za nimi sięgamy najchętniej po pianki, mydła, syndety, olejki myjące oraz bohaterów dzisiejszego odcinka, czyli emulsje i mleczka. Te dwa ostatnie to moi wielcy faworyci. W przypadku cery suchej, normalnej i mieszanej, mleczka sprawdzają się idealnie. Są delikatniejsze niż typowe żele oczyszczające, ponieważ nie są typowymi mieszaninami środków myjących, tylko właściwie emulsjami podobnymi do kremu i nie przesuszają dodatkowo skóry. I o tę delikatność właśnie chodzi, warto ją podkreślić. Może być to zdecydowany plus również dla cer tłustych. Sęk w tym, żeby oczyszczanie twarzy przebiegło tak, aby jak najmniej uszkodzić warstwę hydrolipidową, co często serwują nam zbyt mocne detergenty.

W emulsjach i mleczkach, zawartość detergentu jest rekompensowana przez bogactwo olejów i kwasów tłuszczowych, które również radzą sobie z rozpuszczaniem kosmetyków i brudu, które następnie łatwo spłukać wraz z wodą. Dodatkowo, kremy i emulsje tego typu nie pienią się – dla mnie to duży plus, ale wiem, że niektórych to irytuje. Tak samo zwolennicy mocniejszego mycia i osoby z silnym łojotokiem mogą uznać takie emulsje myjące za zbyt słabe. Nie mniej jednak polecam je osobom, których skóra regeneruje się przeszłych epizodach zbyt mocnego mycia (skutkujące aktualnym przesuszeniem), po złuszczaniu (peelingami, kwasami) i innych mocnych kuracjach kosmetycznych. I, tak jak wspominałam wcześniej, ogólnie rzecz biorąc takie produkty są godne polecenia dla posiadaczek cer suchych, wrażliwych i normalnych, a tłuścioszkom można je polecić w zależności od nasilenia łojotoku. Fajnym rozwiązaniem są też emulsje i olejki stosowane do rozpuszczania i usuwania makijażu (czyli etapu pierwszego) i sięgnięcie po żel lub piankę jako drugi etap oczyszczania.




Weleda, Gentle Cleansing Milk, 100ml, 40zł

To jeden z moich faworytów. Pomimo, że alkohol ma już na trzecim miejscu składu, to jakoś mu to wybaczam. Myślę, że przesuszenie mogłoby wystąpić przy zbyt długim jego stosowaniu, np. kilku opakowań na raz. Po zużyciu jednego nie zauważyłam negatywnych skutków takiej receptury. Rekompensatą jest dla mnie prostota formuły, w której króluje olej sezamowy, należący ostatnio do moich ulubionych. Nie czuję przez to, żeby alkohol działał w jakimkolwiek stopniu wysuszająco. Delikatne, kremowe mleczko wylewam bezpośrednio na dłonie i masuję nim mokrą skórę twarzy. Mleczko można nakładać też na zwilżone waciki, ale u mnie tradycyjnie sprawdza się opcja używania produktu bezpośrednio z dłoni. Po kilku minutach takiego masażu, zmywam produkt obficie wodą. Małym minusem jest duży otwór do jego wylewania, moim zdaniem dość nieporęczne wyjście, ale co kto lubi. Mleczko ma lejącą konsystencję, ładnie rozpuszcza makijaż, jest idealnie kremowe i delikatne. Można go używać stricte do demakijażu, uważając jednak na to żeby w żadnym wypadku nie dostał się do oczu. Jednak ja nie używałabym go do tego celu. Za to do typowego oczyszczania skóry w pełni zdaje egzamin. Zapach jest mega mocny i powala mnie na kolana (pozytywnie), chociaż z pewnością będzie wiele osób, dla których będzie on dziwny i duszący. Moim zdaniem jego świeżość jest bardzo orzeźwiająca. Pachnie w sumie podobnie do flagowego kremu Weledy Skin Food, olejkami eterycznymi i mocnymi, zadziornymi cytrusami i irysem. Plus za piękne, szklane opakowanie.




i+m Naturkosmetik Berlin, Mleczko oczyszczające z olejem awokado i ze słodkich migdałów, 150 ml, ok. 30 zł

Dość ciężko dostępne, ale świetne mleczko, które sprawdza się zarówno jako preparat stricte do demakijażu na wacik, oraz do mycia twarzy. Upolowane w TK Maxie. Marka jest w stu procentach "fair, organic i vegan" tak, jak głosi opakowaniach, co jest ogromnym plusem, zauważalnym również w składzie. Nie ma w nim raczej nic do zarzucenia.W przeciwieństwie do Weledy, tutaj dozownik jest zmniejszony do minimum, co z pewnością ułatwia wydobycie produktu na wacik, ale jeśli używamy go prosto na dłoń, potrzebne jest kilka - kilkanaście pompek. Delikatne składniki, brak mocnych i kontrowersyjnych dodatków i wzorowe działanie. Jest baardzo baaardzo delikatne, myślę, że docenią go za to wrażliwcy. Po jego zastosowaniu skóra nie traci nawilżenia. Produkt w stu procentach spełnia swoje funkcje, ale przez dozowanie mam ochotę bardziej używać do jako produkt stricte do demakijażu.





Tropic, Smoothing Cleanse – Complexion purifier, 120 ml, £16 / ok. 70zł

Produkt wypchany dobrem po brzegi. Wysoka cena i bardzo wysoka jakość w jednym. Tak jak i poprzednicy, kosmetyk jest w pełni wegański. Składniki pochodzą z organicznych upraw. Nie jest testowany na zwierzętach. Wszystko co w nim zawarto jest pochodzenia naturalnego, nie ma żadnych kontrowersji w środku. Oprócz roślinnego, pielęgnującego składu (jak w produkcie i+m), formuła wzbogacona jest o ekstrakty roślinne i glukonolakton, co pozwoli na dodatkowe działanie antyoksydacyjne, przeciwzapalne i nawilżające. Bardzo przyjemny, kremowy produkt o ładnym, świeżym zapachu i konsystencji lekkiego mleczka. Jako produkt solo sprawdzi się zwłaszcza dla cer suchych, ponieważ pozostawia wyczuwalny film, który można, ale nie trzeba, usunąć za pomocą miękkiej, bambusowej ściereczki (dostępna w zestawie). W przeciwieństwie do produktów myjących, po których skóra jest często ściągnięta i błaga o nawilżenie, ten produkt pozostawia ją w pełni nawilżoną i odżywioną, zarówno przy zwykłym, porannym myciu, jak i wieczornym, głębszym oczyszczaniu w duecie z demakijażem. Dla mnie to wyraźnie wyczuwalne odżywienie skóry to zdecydowany plus i jakość jakiej szukam w kosmetykach.




Alverde, Clear Waschcreme Heilerde, Emulsja do mycia cery zanieczyszczonej, 100 ml, ok 15 zł

Nie wiem ile opakowań mam już za sobą. To produkt, do którego często wracam, jest po prostu tani  i dobry. Zazwyczaj używam go pomiędzy nowościami, które aktualnie testuję. Producent dedykuje go osobom ze skórą tłustą i zanieczyszczoną, ale ja wcale a wcale bym się do tego nie ograniczała, zwłaszcza do kryterium tłustości. Osoby ze skórą suchą, normalną lub mieszaną, na której występują niedoskonałości i pojawiają się wypryski, też zdecydowanie z niego skorzystają. Tak więc dla skór zanieczyszczonych – zdecydowanie tak! W przeciwieństwie do pozostałych produktów w tym zestawieniu, zawiera on składniki powierzchniowo czynne, jednak nie ma typowej konsystencji żelu do mycia, tylko właśnie przyjemnej emulsji. Tak jak pozostałe kosmetyki, jest to super kremowy produkt. Wygodny, poręczny i bardzo skuteczny. Naturalny i nietestowany na zwierzętach. Świetnie oczyszcza skórę twarzy, będąc przy tym delikatnym. Nie jest to jednak typowy środek do usuwania makijażu (demakijaż lepiej wykonać olejkiem lub dedykowanym produktem przed jego użyciem). Pozostawia skórę z uczuciem odświeżenia i wygładzenia, bez przesuszenia i ściągnięcia. Zapach raczej neutralny. Bardzo go lubię i polecam. Do kupienia w drogeriach DM za granicą, a w Polsce na Allegro i w niektórych sklepach internetowych.



listopada 16, 2019

6 cnót oczyszczania skóry twarzy

6 cnót oczyszczania skóry twarzy
Na temat oczyszczania skóry mówi się bardzo wiele, jednak wciąż mam wrażenie, że niektóre kwestie są zamiatane pod dywan. O prawidłowym oczyszczaniu pisałam w tym artykule i odsyłam do niego po porady jak wykonywać tę czynność prawidłowo. Dzisiaj postanowiłam rozszerzyć ten temat o kilka złotych zasad. Są to "cnoty", które warto w sobie rozwijać, żeby wyprowadzić swoją skórę na prostą.



1. Umiar

Nałożenie na skórę dziesięciu różnych kosmetyków oczyszczających wcale nie przysłuży się dla jej dobra. Lepiej zdecydować się na jeden, dwa dobre i łagodne produkty, które świetnie poradzą sobie z usunięciem zanieczyszczeń. Dwuetapowe oczyszczanie (olejek plus produkt myjący) jest jak najbardziej ok, jednak nawarstwianie coraz to nowych produktów oczyszczających może być dla skóry za mocne. Detergenty, które zawarte są w recepturach żeli, pianek i innych kosmetyków wymywają ze skóry lipidy. A codziennym stosowanie takich mocnych kombinacji może uszkodzić warstwę ochronną na dłużej, a efekt będzie odwrotny od zamierzonego. Skóra zacznie się bronić. No i chyba nie trzeba dodawać, że to samo dotyczy peelingów - nie powinno się złuszczać naskórka codziennie! Wszelkie szczoteczki, żele z drobinkami, pasty, i wszystko co ściera warstwę rogową naskórka to tak naprawdę peelingi. Owszem, są one potrzebne, jednak nie w codziennej, rutynowej pielęgnacji. Zatem po pierwsze – umiar! Nie nadużywajmy produktów, lepiej wybrać jeden, dwa dobre kosmetyki i się ich trzymać :)

2. Delikatność 


Kolejna złota zasada, którą warto zapamiętać, to delikatność. Tak jak stawiamy na łagodne detergenty, tak też nie powinniśmy gwałtownie szorować i ścierać skóry. Należy unikać zbyt mocnego pocierania, używać za gorącej wody i agresywnych preparatów myjących, ponieważ możemy łatwo podrażnić skórę lub zaostrzyć stany zapalne. Letnia (lub chłodna) woda i miękkie masowanie to dobre wyjście. Jeśli okażemy skórze czułość, to z pewnością się odwdzięczy.

3. Roztropność


Ten podpunkt dedykuję myciu twarzy mydłem. Jeśli mówimy o naturalnych mydłach o zasadowym odczynie, to – wbrew wielu hurraoptymistycznym opiniom – produkt ten nie nadaje się do mycia skóry twarzy. Skóra ma odczyn lekko kwaśny, dlatego mycie jej zasadowym produktem zaburzy jej równowagę kwasowo-zasadową. Oczywiście, skóra ma też bufor, który po chwili tę równowagę przywraca, jednak stosowanie mydła raz po raz do mycia skóry twarzy (czyli miejsca, gdzie jest cienka, delikatna, narażona na wszystkie czynniki zewnętrzne), może ją łatwo rozregulować i pozbawić ochrony. W przeciwieństwie do rąk i ciała, w przypadku skóry twarzy należy uważać i lepiej postawić na produkt dedykowany właśnie do jej pielęgnacji.




4. Wstrzemięźliwość


Często spotykam się i widzę tak nadgorliwe podejście do oczyszczania, że skóra "aż piszczy". Nie tędy droga! Skóra to taka powłoka, która ma za zadanie przede wszystkim chronić ciało przed czynnikami zewnętrznymi, dlatego jeśli dostaje w kość przy oczyszczaniu za pomocą olejku, pasty, pianki, ścieraniu ściereczką, gąbeczką a na koniec jeszcze utradźwiękami, to jej reakcja będzie zdecydowanie obronna. Niestety, możemy łatwo sami sobie zaszkodzić taką nadmierną pielęgnacją. Co innego za to sądzą producenci kosmetyków, którzy raz po raz zachęcają nas prawie do  STERYLIZOWANIA skóry. Jest to prosta droga do nabawienia się nadwrażliwości i nadreaktywności.

To samo dotyczy pielęgnacji skóry rano – nie ma sensu atakować skóry tysiącem kosmetyków, jeśli potrzebujemy usunąć ze skóry tylko to, co się na niej zgromadziło przez noc, czyli sebum, pot, kurz. O poranku potrzebna jest nam świadomość potrzeb swojej cery i umiejętność jej obserwacji  – czy jest rano tłusta, świecąca, a może ściągnięta i zaczerwieniona? Do tego należy dostosować poranne mycie. Przy skórze bez większych problemów, wystarczy spryskać twarz hydrolatem, lub - jeśli jest taka potrzeba - umyć twarz łagodnym preparatem.

5. Dokładność


Oczyszczamy powoli, dokładnie, w rytmie slow. Przy pośpiesznym oczyszczaniu możliwe jest pozostawienie resztek produktu, co jest bardzo niepożądane, oraz nie domycie niektórych miejsc. Dzięki powolnym, dokładnym, masującym ruchom, mamy szans dotrzeć do wszystkich miejsc, zagłębień i szczelinek, a także rozpuścić i wymasować zanieczyszczenia z porów. Pośpiech nie służy, ani skórze, ani psychice.



6. Cierpliwość


Trzeba o tym pamiętać, że musimy cierpliwie poświecić oczyszczaniu odpowiednią ilość czasu i nie stosować półśrodków. Ważna jest też kolejność. Najpierw demakijaż, a dopiero później oczyszczanie. Nie zastąpimy mycia twarzy żadnym płynem micelarnym ani mleczkiem do demakijażu. Jeśli dbamy o skórę regularnie, cierpliwie, dokładnie, i stosujemy się do wszystkich zasad to wkrótce zobaczymy efekt. Dobre oczyszczanie pozwoli zauważyć zmniejszenie ilości zaskórników i niedoskonałości i nada skórze świeżego, promiennego wyglądu.

listopada 14, 2019

Zrozumieć INCI - część 1. Alkohole

Zrozumieć INCI - część 1. Alkohole
Dzisiaj pierwszy odcinek serii dla osób, które chcą dowiedzieć się, co wchodzi w skład ich kosmetyków. Jest to niezbędnik do nauki odczytywania składu INCI. 

Pierszą grupą związków, z która trzeba się zapoznać są ALKOHOLE. Ustaliłam na potrzeby tego artykułu ich prosty podział, który będzie przystępny do zapamiętania.





ALKOHOLE – związki organiczne, które zawierają w cząsteczce przynajmniej jedną grupę hydroksylową -OH


1. Alkohole klasyczne 


BUDOWA
- małe cząsteczki, które łatwo wchłaniają się przez skórę i szybko z niej parują

WŁAŚCIWOŚCI
- odkażające, konserwujące, bakteriobójcze, antyseptyczne
- promotory przenikania – likwidują barierę hydro-lipidową, dzięki czemu pozostałe składniki kosmetyku mogą szybko przeniknąć przez warstwę rogową
- odtłuszczają skórę, dezynfekują (np. żele antybakteryjne do rąk), działają wysuszająco
- w zabiegach kosmetycznych – przygotowują skórę na działanie kolejnych kosmetyków oraz stanowią czasem podstawę preparatów kwasowych
- długotrwałe stosowanie może prowadzić do przesuszenia naskórka, ciągłe uszkadzanie warstwy hydro-lipidowej może wywołać reakcję obronną w postaci nadmiernego łojotoku lub podrażnienie

PRZYKŁADY
  • Alkohol etylowy (INCI: Ethanol, Ethyl Alcohol, Alcohol, Alcohol denat., DRF Alcohol, Gain Alcohol)

Trzeba pamietać że etanol jest czystym alkoholem i jeśli jego zawartość w produkcie jest mała i służy wyłącznie jako konserwant, to może lekko wysuszać, ale rekompensują to inne składniki renatłuszczające. Ważne jednak żeby był na końcu składu. Może być to pożądany składnik jako alternatywa dla innych konserwantów. W przeciwieństwie do niego, Alcohol Denat., czyli alkohol denaturowany (etanol skażony) jest zanieczyszczony substancjami chemicznymi, dlatego jest to składnik do unikania.

  • Izopropanol (INCI: Isopropanol, Isopropyl Alcohol) – wysuszający konserwant i rozpuszczalnik, jest stosowany jako tańszy zamiennik etanolu i alkoholu denaturowanego. 


  • Alkohol diacetonowy (INCI: Diacetone Alcohol) - konserwant, rozpuszczalnik, stosowany najczęściej w lakierach do paznokci.




2. Alkohole aromatyczne 



BUDOWA
- średnia wielkość cząsteczki

WŁAŚCIWOŚCI
- działanie obojętne dla skóry
- najczęściej składniki kompozycji zapachowych i konserwanty
- potencjalne alergeny dlatego mają ekreślone stężenia w kosmetykach

PRZYKŁADY

  • Alkohol benzylowy (INCI: Benzyl Alcohol) – stosowany jako konserwant, nie jest szkodliwy dla środowiska. Pozyskiwany jest z olejków eterycznych. Używany również jako substancja zapachowa (zapach jaśminu). Na pewno spotkacie go bardzo często tu i tam. 
  • Alkohol fenyloetylowy (INCI: Phenethyl Alcohol) - składnik kompozycji zapachowych, konserwant
  • Alkohol cynamonowy (INCI: Cinnamyl Alcohol)
  • Alkohol amylocynamonowy (INCI: Amylcinnamyl Alcohol) 
  • Alkohol anyżowy (INCI: Anise Alcohol)


3. Alkohole tłuszczowe 


BUDOWA
- bardzo duża cząsteczka, która nie przenika przez warstwę rogową naskórka

WŁAŚCIWOŚCI
- cząsteczka zostaje na powierzchni naskórka i tworzy okluzję
- hamują ucieczke wody (działanie pośrednio nawilżające)
- najczęściej wykorzystywane jako emolienty, stabilizatory emulsji, koemulgatory
- działanie ochronne, kondycjonujące
- obojętne dla skóry, nie alergizują
- mogą działać komedogennie (rzadko)


PRZYKŁADY

  • Alkohol cetylowy (INCI: Cetyl Alcohol)
  • Alkohol stearylowy (INCI: Stearyl Alcohol)
  • Alkohol cetylostearylowy (INCI: Cetearyl Alcohol)
  • Alkohol izocetylowy (INCI: Isocetyl Alcohol)
  • Alkohol mirystylowy (INCI: Mirystyl Alcohol)
  • Alkohol arachidylowy (INCI: Arachidyl Alcohol)
  • Alkohol decylowy (INCI: Decyl Alcohol)


4. Pozostałe alkohole


Podchwytliwe, ponieważ nie mają słowa Alcohol w nazwie. Królują wśród nich humektanty:
  • Gliceryna, glicerol (INCI: Glilycerin). Humektant, który pomaga transportować pozostałe składniki kosmetyku wgłąb skóry.
  • Glukoza (INCI: Glucose)
  • Fruktoza (INCI: Fructose)
  • Sacharoza (INCI: Saccharose)
  • i inne: (INCI: Sucrose, Sugarr, Sorbitol, Xylitol, Mannitol)


  • Glikole (a wśród nich bardzo sławny Glikol Propylenowy i Glikol Butylenowy. Ale są to tak wielkie i kontrowersyjne postacie w świecie kosmetyków, że warto poświęcić im osobny odcinek :) 



Czy alkohole są bezpieczne i pożądane w kosmetykach? Podsumowanie


Alkohole są bardzo często spotykanymi składnikami w kosmetykach, dlatego warto się z nimi zapoznać, jeśli chcemy świadomie czytać składy kosmetyków. W zależności od rodzaju alkoholu, mogą działać jako rozpuszczalnik, konserwant, promotor przenikania, substancja zapachowa, emulgator, substancja konsystencjotwórcza lub emolient.

Alkohole o małej cząsteczce łatwo przenikają przez skórę. Etanol i podobne do niego alkohole (podpunkt 1.) ułatwiają przenikanie innych substancji przez skórę, ale – jeśli są w większych stężeniach – mogą nadmiernie ją przesuszać, a stosowane długotrwale powodować podrażnienia i uszkodzenia. Także jeśli napotkamy się w składzie na alkohol z grupy pierwszej, sprawdźmy po pierwsze co to za rodzaj alkoholu, czy jest on czysty czy zanieczyszczony, oraz na jakim miejscu w składzie występuje. Jeśli jest mocno z przodu, lepiej odpuścić sobie taki kosmetyk, ponieważ może działać wysuszająco. No chyba że taki jest cel stosowania kosmetyku (np. zniszczenie warstwy hydro-lipidowej do dalszego wprowadzenia w nią kwasu).

Alkohole wielkocząsteczkowe (podpunkt 3.) tworzą okluzję na powierzchni skóry i działają na nią pośrednio nawilżająco. Także w kosmetykach są jak najbardziej pożądane.  Dzięki okluzji zatrzymują wilgoć zapobiegając nadmiernemu odparowywaniu wody, działają kondycjonująco, zmiękczająco i renatłuszczająco (podczas mycia skóry, usunięte są z niej składniki tłuszczowe naskórka, a substancje renatłuszczające pozwalają odbudować warstwę lipidową). Jedyne co warto sprawdzić i zaobserwować, to jaki rodzaj alkoholu został zastosowany, ponieważ mogą one być potencjalnymi składnikami komedogennymi (zapychającymi).

Jeśli chodzi o alkohole aromatyczne (podpunkt 2.), to również nie ma się czego bać. Zazwyczaj są to bezpieczne konserwanty pochodzenia roślinnego, które dodatkowo nadają kosmetykowi zapach. Uważać powinni jednak alergicy, ponieważ związki zapachowe mogą uczulać.

listopada 07, 2019

2 proste metody na zadbane paznokcie

2 proste metody na zadbane paznokcie

Dzisiaj dwie ulubione metody na schludne paznokcie. Ostatnio moje wymagają podwójnej troski, bo ich stan po zdjęciu hybrydy był opłakany. Chcąc przywrócić im ładny, naturalny wygląd sięgam naprzemiennie do moich dwóch ulubionych produktów do paznokci.



  1. AGDA PLUS


Uwielbiam kosmetyki z półki vintage, przede wszystkim za ich design i ponadczasowość. W tym wspaniałym, oldschoolowym preparacie zamknięta jest kompozycja składników, które mają na celu odżywienie, nawilżenie i regenerację płytki (gliceryna, keratyna, pantenol). Jest to właściwie coś w rodzaju kuracji na paznokcie – przez czas jej używania (najlepiej około miesiąca) nie malujemy paznokci.

Preparat trzeba regularnie, systematycznie i przez dłuższą chwilę wmasowywać w paznokcie i w skórki, według zaleceń producenta powinno się to robić 2-3 razy dziennie przez min. 3 tygodnie więc fajnie położyć sobie go gdzieś w łatwo dostępnym miejscu, gdzie nie będziemy o nim zapominać (np. obok laptopa). To opakowanie mi się tak podoba, że miło mi się i patrzy, i używa :)

Stosowanie według zaleceń pozwala zmniejszyć łamliwość, rozdwajanie i zmatowienie płytki. Z tym, że jest to efekt dla cierpliwych, efekty bowiem widać dopiero po przeprowadzeniu całej kuracji. U mnie sprawdza się zwłaszcza jeśli chodzi o płytkę paznokcia. Obrąbek naskórkowy i wał okołopaznokciowy wolę nawilżać po prostu kremem do rąk albo olejkiem do skórek. Taki duet (krem i Agda) pozwala na zregenerowanie pazów i skórek, ale bez męczenia ich niby wzmacniającymi lakierami, które po prostu tworzą na nich polimerową okluzję, a nie odżywiają.







Ulubiony, niezawodny lakier dla efektu ładnych i zadbanych paznokci. Numer 04 i jego efekt jest jak dla mnie po prostu super. Lakier zawiera chłodne, niebieskawe tony (niewidoczne), które pozwalają rozjaśnić płytkę i sprawić że wygląda bardzo schludnie. Nie jest to jednak jakiś super wybielacz. Powiedziałabym bardziej, że jest to trochę lepszy lakier bezbarwny, który zostawia wrażenie delikatnego frencha. Znam go od momentu, kiedy poleciła mi go kosmetyczka wiele lat temu jako szybka metoda na ładne pazy. Jest rzeczywiście szybka, bo lakier schnie ekspresowo i wystarczy jedna warstwa. Dzięki temu wydajność jednego opakowania jest baaardzo duża. Wystarczy niewielka ilość lakieru do ładnego, naturalnego efektu. Bardzo wygodny i bardzo trwały (trzyma się w porywach do tygodnia, co w moim przypadku jest ewenementem na skalę światową;)) Bardzo się lubimy od lat i wracam do niego często.




listopada 02, 2019

Zabiegi dla przyszłej mamy

Zabiegi dla przyszłej mamy
Ciąża to wyjątkowy czas. W trakcie tych kilku miesięcy większość kobiet dokłada wszelkich starań aby zadbać o swoje zdrowie, a dzięki temu i wpłynąć na dobrostan rozwijającego się w brzuchu maluszka. Jeśli tylko stan zdrowia na to pozwala, warto zadbać o siebie aby czuć się w tym szczególnym okresie kwitnąco. Każda przyszła mama wie, że stres w ciąży nie jest wskazany, a zabiegi na jakie możemy się udać do specjalistów pomogą nam trzymać go w ryzach. Relaks w takiej formie to niezastąpiona forma radzenia sobie z napięciem. Pamiętać należy jednak, że istnieje także szereg przeciwwskazanych dla kobiet w ciąży zabiegów. Po pierwsze dlatego, że wiele z nich może uszkodzić płód lub zadziałać poronnie. Po drugie, w ciąży w organizmie kobiety zachodzi szereg zmian hormonalnych, co może spowodować odmienną od oczekiwanej reakcję skóry na zabieg lub użyty preparat, istnieje również zwiększone ryzyko wystąpienia alergii.





Pierwszą i najważniejszą sprawą jest poinformowanie osoby wykonującej zabieg o ciąży! Jest to absolutna konieczność, ponieważ niektóre zabiegi mogą mieć swoje wskazania i przeciwwskazania, np. co do trymestru ciąży lub występujących w jej czasie zmian. Większości masaży nie powinno się wykonywać w pierwszym trymestrze. Jeśli masz jakiekolwiek wątpliwości czy możesz dany zabieg wykonać, koniecznie skontaktuj się ze swoim lekarzem zanim umówisz się na konkretny termin.

W czasie ciąży odradza się wykonywanie następujących zabiegów:


  • zabiegi i kuracje wyszczuplające, drenujące i detoksykujące, mocne masaże antycellulitowe, body wrapping ze składnikami aktywnymi o silnym działaniu wyszczuplającym 
  • zabiegi z wykorzystaniem prądów i fal radiowych (jonoforeza, elektroforeza, galwanizacja)
  • zabiegi z wykorzystaniem ultradźwięków (peeling kawitacyjny, sonoforeza)
  • gorące kąpiele i sauna
  • makijaż permanentny, tatuaże, piercing
  • zabiegi silnie złuszczające, mocne kwasy i zabiegi algowe
  • laseroterapia (np. usuwanie blizn, przebarwień, zamykanie naczynek)


Listę zakazów mamy już za sobą. Pora na rzeczy przyjemniejsze, czyli na to, co dozwolone dla ciężarnych.


  • masaż relaksacyjny - dozwolony jest masaż całego ciała, twarzy i stóp, pod warunkiem że nie jest to mocny masaż tkanek głębokich
  • masaż tajski dla kobiet w ciąży 
  • przy dolegliwościach bólowych – masaż kręgosłupa wykonany przez fizjoterapeutę, kinesiotaping brzucha, pleców i innych części ciała wg potrzeb
  • manicure – głównie japoński, ale klasyczny również jest ok. Hybryda nie jest wykluczona, natomiast pomijać powinno się stosowanie kwasowych primerów.
  • pedicure – najlepiej w zaufanym salonie, gdzie mamy pewność że zachowana jest bezwzględna czystość i sterylność narzędzi

  • peelingi (np. cukrowe, kawowe) i maski na ciało, z wyłączeniem algowych i rozgrzewających
  • zabiegi nawilżające na twarz oraz inne zabiegi tzw. „białej kosmetyki” w gabinetach kosmetycznych, które dobierze dla Was kosmetolog 
  • specjalne zabiegi dla przyszłych mam, np nawilżające i uelastyczniające na brzuch i biust
  • akupunktura – pomoże się zrelaksować oraz rozprawić się z nudnościami, bólami głowy, zmęczeniem




Mam nadzieję, że zachęciłam Was do zadbania o siebie w rękach specjalistów. Mimo, że istnieją zakazy, to warto wziąć je pod uwagę i odpuścić sobie mocniejsze zabiegi na te kilka miesięcy. Odrobina relaksu i świadomość dbania o siebie to wspaniała rzecz dla ciężarnej :)



Źródła:

Bień, Agnieszka [et.al], „Zabiegi pielęgnacyjne i pielęgnacja skóry kobiety ciężarnej”, European Journal of Medical Technologies 2014/2(3), s. 66-71. 
Kasprzak Jerzy, "Zabiegi pielęgnacyjne i pielęgnacja skóry kobiety ciężarnej", European Journal of Medical Technologies, 2014/3 (4).
https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC3114665/#b1-0570665 
zdjęcia:pinterest.com, Priscilla Barbosa 

listopada 01, 2019

Pielęgnacja skóry w czasie ciąży

Pielęgnacja skóry w czasie ciąży
Okres ciąży, mimo swojego niesamowitego uroku i piękna oczekiwania na maleństwo, obwarowany jest całą masą zakazów i nakazów. Będąc w ciąży spotkałam się z ogromną ilością mitów na temat odżywiania i stylu życia, a także na temat pielęgnacji skóry. Niewiele jest źródeł, które w rzeczowy sposób mówią jak pielęgnować swoje ciało w tym okresie, bez szkody dla siebie i dla dziecka. A wątpliwości jest wiele – podczas zajęć szkoły rodzenia, do której uczęszczałam na zajęcia przed porodem,  położna dostawała mnóstwo pytań od oczekujących dziecka dziewczyn, a ja widziałam, że ciężko jej na nie odpowiedzieć jednoznacznie. To wskazuje na to, jak istotna jest to kwestia dla nas, kobiet, które lubią o siebie dbać, a ciąża jest ku temu jeszcze wspanialszym okresem. Mit ociężałej, tłustowłosej, zapuszczonej kobiety w powyciąganym t-shircie należy obalać :) Ważne jest by czuć się dobrze, pięknie, a przede wszystkim - bezpiecznie.



Pierwszą podstawową sprawą jest fakt, że całe ciało kobiety zmienia się w czasie ciąży. I zmiany te są zauważalne gołym okiem. Większa ilość krwi, przyspieszone krążenie i zmiany hormonalne dadzą szczęściarom efekt promiennej cery i rześkiej, pełnej kobiecości aury. Na policzkach pojawia się zdrowy rumieniec, wyrównuje się koloryt, a spojrzenie jest jasne i czyste. Ale nie wszystkie jesteśmy takie same. U wielu z nas zmiany związane z przygotowaniem ciała do kilku miesięcy rozwoju dziecka i porodu spowodują nadmierne przetłuszczenie skóry i trądzik, lub całkowicie na odwrót – skórę ciężką do nawilżenia i przesuszoną na wiór. Zwiększenie objętości krwi może również potęgować tendencję do teleangiektazji (pajączków) u posiadaczek cery naczynkowej (więcej na temat takiej cery poczytasz tutaj). Rozciąganie skóry brzucha i piersi często wiąże się z powstawaniem rozstępów, a kumulacja wody wzmaga opuchnięcia i cellulit. Może dotknąć nas także senność i permanentne przemęczenie skutkujące poszarzeniem cery. Zmiany hormonalne mogą powodować również większą podatność na przebarwienia skóry i zmiany typu melazma. Na szczęście większość powstałych przebarwień w czasie ciąży zniknie samoistnie kilka miesięcy po porodzie. Jak jednak uporać się z całą resztą niedoskonałości i zapobiec ich powstawaniu? W dzisiejszym artykule przedstawiam najważniejsze zasady zdrowego i rozsądnego dbania o siebie w tym wspaniałym okresie jakim jest ciąża.

Po pierwsze – styl życia 


Pierwszą i najważniejszą kwestią, o której należy pamiętać, jest zmiana stylu życia. O tym, że w ciąży należy unikać alkoholu, tytoniu i stresu wiedzą wszyscy. Dodać do tego trzeba odpowiednio zbilansowaną dietę, z dużą ilością wielonienasyconych kwasów tłuszczowych (które znajdziemy w oliwie, olejach, rybach morskich) oraz zwiększoną podaż płynów (min. 1,5 litra wody niegazowanej  dziennie). Warto dbać o krążenie krwi – dzięki odpowiednio dopasowanej aktywności fizycznej i dużej ilości czasu spędzanego na świeżym powietrzu unikniemy uczucia permanentnego zmęczenia. Co więcej, ruch jest korzystny nie tylko dla samopoczucia mamy, ale i dla zdrowia dziecka. Spacery, joga lub basen, w połączeniu ze starannie skomponowaną i zbilansowaną dietą pozwoli także zadbać o piękno od wewnątrz i korzystnie wpłynie na stan skóry.



Po drugie – pielęgnacja 


Jeśli chodzi o pielęgnację to pierwsza, najważniejsza wiadomość brzmi, że nie, w ciąży nie musisz całkowicie zmieniać swojej dotychczasowej pielęgnacji. Co więcej, używanie tego, co do tej pory się sprawdzało, będzie bardziej wskazane niż eksperymenty, które w stanie błogosławionym mogą zakończyć się z całkiem odmiennym od oczekiwanego skutkiem. Zamiast wymieniać całą kosmetyczkę warto zrewidować to, co się ma, wybrać najłagodniejsze i sprawdzone produkty, i postępować zdroworozsądkowo.



W czasie ciąży trzymamy się kilku podstawowych wskazówek:

1. Stawiamy na delikatność 


Podczas ciąży obserwujemy zachowania swojej skóry i dostosowujemy do tego swoją pielęgnację. Biorąc jednak pod uwagę fakt, że skóra się uwrażliwia (tak samo jak i psychika kobiet w ciąży:)) traktujmy siebie i ją w sposób delikatny. Unikamy ekstremalnych rozwiązań – mocno perfumowanych kosmetyków, silnie złuszczających kwasów, zbyt mocnych peelingów, oraz kosmetyków, o dziwnym lub możliwie toksycznym składzie. Oczywiście, można postawić na naturalną pielęgnację, jednak trzeba pamiętać, że naturalne składniki również mogą być alergizujące (nawet jeśli wczesnej nie występowała reakcja alergiczna, w ciąży może się ona pojawić, tak więc lepiej zachować ostrożność) Polecam wybierać naturalne, hipoalergiczne, delikatne, bezpieczne i sprawdzone kosmetyki, o delikatnym działaniu i składzie. Można kierować się oznaczeniami dla kobiet w ciąży lub dla cery wrażliwej. Jeśli stosujemy coś po raz pierwszy to wykonajmy próbę uczuleniową za uchem – warto sprawdzić czy pod wpływem mnogości zmian hormonalnych organizmu, nasza skóra nie zareaguje na preparat inaczej niż obiecuje producent.

2. Możemy korzystać z aromaterapii


Ciąża to rewelacyjny czas na korzystanie z dobroczynnego i kojącego działania aromaterapii. Olejki eteryczne można dyfuzować w powietrzu lub korzystać z tych zamkniętych w recepturach kosmetyków. Są jednak olejki których nie powinno się używać – wśród nich wymienia się anyżowy, bazyliowy, kamforowy, cedrowy, z szałwii muszkatołowej, cyprysowy, cytronelowy, goździkowy, koperkowy, hyzopowy, jaśminowy, jałowcowy, majerankowy, mirra, oregano, miętowy, rozmarynowy, szałwiowy i tymiankowy. Lista jest długa, zatem warto lepiej zapamiętać te dozwolone (po pierwszym trymestrze) olejki: cytrynowy, lawendowy, z rumianku rzymskiego, drzewa herbacianego i gorzkiej pomarańczy. Zadziałają one relaksująco, łagodząc napięcie i apatię. Jeśli jednak intensywne zapachy  wywołują u Ciebie mdłości lub bóle głowy, lepiej całkowicie wyklucz i sięgaj po kosmetyki bezzapachowe. Mi w pierwszym trymestrze przeszkadzał każdy zapach, a większość produktów, która stała w łazience wydawała mi się przesadnie naperfumowana. O dodatkowym stosowaniu aromaterapii nie było mowy. Na szczęście znalazłam produkty o łagodniejszym zapachu albo bezzapachowe, a kilka tygodni później wrażliwość na zapachy minęła.

3. Wystrzegaj się substancji, które szkodzą


Ale bez przesady, nie ma ich aż tak wiele! Najważniejsze, to zapamiętać listę zakazaną:


  • kosmetyki z pochodnymi witaminy A. Witamina A i jej pochodne (retinoidy, retinol) mogą spowodować uszkodzenia płodu. Nadmiaru witaminy A wystrzegamy się także w diecie (bardzo dużo ma jej wątróbka)
  • algi. Zawierają bardzo dużo jodu, a jego nadmiar może być szkodliwy. 
  • parabeny, formaldehyd (zwłaszcza w produktach do prostowania włosów i lakierach do paznokci), ftalany 
  • wysokie stężenia kwasów, zwłaszcza AHA i BHA. Małe stężenia delikatnych kwasów z grupy PHA (np. kwas laktobionowy) nie zaszkodzą, jednak mocniejsze zabiegi z wysokimi stężeniami są niewskazane.


Jak dbać o skórę twarzy?


Skórę twarzy w ciąży najlepiej traktować jak skórę wrażliwą – stawiamy na delikatne kosmetyki, emulsje, łagodne toniki. Sera i maski również powinny składać się z naturalnych i bezpiecznych składników. Do pożądanych i bezpiecznych w tym okresie należą m.in. kwas hialuronowy, witamina C, witamina E, alantoina, panthenol, glinki i węgiel aktywny.
W pielęgnacji warto zdecydować się na minimalistyczny, ale skuteczny rytuał kosmetykami dobrej jakości. W moim przypadku sprawdza się kremowa emulsja do mycia twarzy, woda termalna, nawilżający krem. Swoją pielęgnację dobierz jednak do aktualnych potrzeb swojej skóry w zależności od tego czy się przesusza czy przetłuszcza. No i przypominam, wybierając krem do twarzy, uważaj na retinol, czyli czystą postać witaminy A, której wysokie stężenie może powodować wady rozwojowe dziecka.

Aby zapobiec powstawaniu zmian pigmentacyjnych i naczyniowych, warto postawić na dobry krem z filtrem. Ochrona UV to podstawa w czasie ciąży, która pozwoli zabezpieczyć skórę przed przebarwieniami i ostudą. Wybór odpowiedniego dla siebie filtra jest jednak kwestią osobistą – do wyboru mamy bowiem filtry chemiczne i fizyczne, a obie te grupy mają swoich zwolenników i przeciwników. W badaniach naukowych nad filtrami chemicznym nie wykazano dużego przenikania substancji aktywnych do krwiobiegu, jednak ich aktywność w naskórku może przyczyniać się do jej uwrażliwienia. To jest jednak temat na zupełnie osobny artykuł. Niektórzy naukowcy sugerują, że kobiety w ciąży powinny raczej opierać się na kosmetykach z filtrami fizycznym ponieważ filtry chemiczne takie jak Ethylhexyl Methoxycinnamate (in. Octinxate) mogą zakłócać funkcjonowanie układu hormonalnego. Na pewno jest to jednak mniejsze zło niż nie używanie żadnego filtra. Ochrona UV przede wszystkim.

A tutaj moja aktualna pielęgnacja ciążowa




Jak dbać o ciało?


W czasie ciąży przede wszystkim unikamy przegrzewania ciała (może to być szkodliwe dla dziecka) także (ku mojemu wielkiemu smutkowi) odpadają wszelkie sauny, jacuzzi, a nawet gorące kąpiele w wannie. Jeśli już decydujemy się na kąpiel to nie powinna ona przekraczać kwadransa w letniej wodzie. Dla zdrowia zdecydowane wygrywa prysznic, a do myca używamy delikatnych kosmetyków o kwaśnym pH, nie wysuszających skóry. Można za to stosować ulubione peelingi, np. cukrowe lub kawowe, a do złuszczana  skóry można używać też szorstkiej gąbki.

Rozstępy?


Na najszczególniejszą uwagę zasługują brzuch, piersi i biodra, czyli część ciała, których wzrostu nie da się uniknąć. Uelastycznienie skóry brzucha i piersi wspomoże zapobieganie rozstępom, a szorowanie i natłuszczanie skóry brodawek sutkowych pomoże je zahartować i przygotować do karmienia. Zabrania się również mocnego masażu brzucha, dozwolone jest za to  jego głaskanie z dodatkiem uelastyczniającego olejku. Dbamy tym sposobem o skórę i o relację z małym bejbi. No a przy okazji takiego masowania możemy sobie z nim uciąć pogawędkę.

Wracając do rozstępów – jest to prawdopodobnie jednak z najczęściej pojawiających się bolączek kobiet w czasie ciąży. Niestety, na rozstępy nie ma rady. Skłonność do ich pojawiania się dziedziczymy genetycznie. Można jednak próbować im zapobiegać – jako że powstają one na skutek degradacji włókien elastyny przy szybkim rozciąganiu skóry, grunt to dbanie o jej elastyczność. Do tego celu możemy użyć najpopularniejszych kosmetyków dla kobiet w ciąży (np. Weleda) lub nafaszerowanych emolientami balsamów dedykowanych specjalnie na brzuch (np. Mustela). Równie korzystnie zadziała regularny (2 razy dziennie) delikatne wmasowanie w newralgiczne obszary dobrej jakości oleju uelastyczniającego np. ze słodkich migdałów, makadamia lub różany. Nie pomijamy przy tym brodawek sutkowych. Naturalne oleje i bogate w emolienty balsamy pomocne będą również przy świądzie skóry brzucha, co często pojawia się w drugiej połowie ciąży na skutek przesuszenia i szybkiego rozciągania skóry. Zarówno w prewencji rozstępów jak i cellulitu poszukujmy możliwe najbardziej naturalnych i bezpiecznych preparatów, bez wyszukanych ekstraktów i składników rozgrzewających, które nie są wskazane w ciąży.


Ból dolnych pleców


Jeśli masz problem z bolesnością dolnych pleców, nie zastanawiaj się - umów sie na wizytę do fizjoterapeuty, który rozmasuje bolesne miejsca i udzieli Ci wskazówek jak radzić sobie z bólem. Doraźnym i fajnym spodobem jest masaż piłeczkami z wypustkami.





Opuchnięte nogi


Puchnięcie nóg to bardzo częsty problem kobiet w ciąży. Najczęściej występuje w godzinach wieczornych i ustępuje po przespaniu nocy. Jak sobie radzić z tym problemem? Przede wszystkim – nogi w górę :) Siedząc, czytając, oglądając i pracując zadbaj o to (jeśli to możliwe) by nogi znalazły się na podwyższeniu, np. na krześle. Pomoże to także zapobiec powstawaniu żylaków. Szczególne pomocne mogą okazać się kąpiele nóg i stóp, np. z solą morską. Pamiętać należy jednak o tym, żeby – tak jak w przypadku kąpieli ciała – nie przesadzić ani z długością (max. 15 min) ani temperaturą (letnia lub chłodna woda).

W czasie zajęć szkoły rodzenia padły również pytania o ewentualną szkodliwość samoopalaczy i kremów do depilacji. Według badań naukowych, takie kosmetyki nie są szkodliwe dla płodu pod warunkiem, że stosowane są z umiarem. Badania można poczytać w zamieszczonej poniżej bibliografii.

Ciąża to super czas, żeby o sobie zadbać. Mimo wielu zakazów, warto poświęcić parę chwil na pielęgnację, aby poczuć się lepiej i przy okazji nawiązać relację z maluszkiem. Osobiście jestem wielką miłośniczką masaży i w czasie ciąży starałam się z nich korzystać tak często jak mogłam. Oczywiście mowa o relaksacyjnych masażach. W czasie ciąży można także korzystać z akupunktury. Dostępna jest także gama zabiegów w gabinetach kosmetycznych, o tym jednak szykuje się osobny artykuł. 

A jeśli czujesz niedosyt informacji, polecam również bardzo ciekawy blog poświęcony stricte zagadnieniom kosmetologii dla kobiet w ciąży, w trakcie karmienia, i nie tylko - kosmetomama.

Mam nadzieję, że ten artykuł pomógł Ci rozszerzyć swoją wiedzę o tym jak dbać o siebie w trakcie tych cudownych kilku miesięcy. Dużo zdrówka Tobie i maluszkowi!

Bibliografa 

Bień, Agnieszka [et.al], „Zabiegi pielęgnacyjne i pielęgnacja skóry kobiety ciężarnej”, European Journal of Medical Technologies 2014/2(3), s. 66-71. 
Bozzo Pina, Chua-Gocheco Angela, "Safety of skin care products during pregnancy", Can Fam Physician 2011/57(6), s 665–667. Link: https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC3114665/#b1-0570665 
Kasprzak Jerzy, "Zabiegi pielęgnacyjne i pielęgnacja skóry kobiety ciężarnej", European Journal of Medical Technologies, 2014/3 (4).
Sarveiya V, Risk S, Benson HA. Liquid chromatographic assay for common sunscreen agents: application to in vivo assessment of skin penetration and systemic absorption in human volunteers, J Chromatogr B Analyt Technol Biomed Life Sci. 2004;803(2) s. 225–31. 
https://globalnews.ca/news/3383851/11-skincare-ingredients-to-avoid-during-pregnancy/ 
zdjęcia: pinterest.com, Rachel Levit illustration, 

października 07, 2019

O cerze naczynkowej

O cerze naczynkowej
Skóra naczyniowa dotyczy coraz większej ilości kobiet, zwłaszcza między 30. a 50. rokiem życia.

W większości przypadków dotyczy osób o jasnej karnacji. Skóra ma biały, porcelanowy odcień, z którym łatwo kontrastują czerwone lub sine kolory prześwitujących naczyń krwionośnych. Poza tym cera łatwo się rumieni, a zaczerwienienie nie znika od razu, tylko utrzymuje się przez dłuższą chwilę Zmiany rumieniowe pojawiają się najczęściej na policzkach, brodzie, nosie, dekolcie, niekiedy zachodzą również na czoło i nos. Co więcej, rumień ma skłonność do nasilania się, a naczynia krwionośne trwale się rozszerzają i mogą zmieniać barwę.

Rozszerzone naczynka mogą "pękać" (rozszerzać się jeszcze bardziej, bez obkurczenia) pod wpływem wysokiego ciśnienia krwi i osłabionej mięśniówki wokół naczyń. Takie trwale rozszerzone (a dokładniej mówiąc powierzchowne naczynia włosowate splotu podbrodakowatego, przeświecające przez naskórek) to tzw. teleangiektazje. Jeśli jesteśmy posiadaczkami takiej cery, bardzo ważna jest prewencja i ostrożność, ponieważ zmiany wywołane grą naczyń krwionośnych mogą być trwałe, krępujące i uciążliwe. Niestety trzeba mieć świadomość, że taka nadreaktywność skórna może być wstępem do trądziku różowatego. 




Skąd się bierze taki rodzaj cery?

Skóra naczyniowa jest najczęściej sucha, nadwrażliwa, tkliwa i cienka. Nie jest to jednak reguła – jest wiele przypadków skóry płytko unaczynionej, ale borykającej się z mocną nadprodukcją łoju i trądzikiem, a także odznaczającej się większą grubością. W wyniku działania czynników środowiskowych i nieprawidłowej pielęgnacji, płytko unaczyniona skóra twarzy może stawać się coraz cieńsza, a naczynia coraz bardziej widoczne, tworząc pajączki.

Jeśli chodzi o przyczyny powstawania rumienia naczyniowego, można wymienić ich wiele. Przede wszystkim trzeba podkreślić predyspozycje genetyczne, ale na zaczerwienienia wpływa też szereg procesów fizjologicznych, czynniki chorobowe, oraz ogólna nadreaktywność skóry. Do najczęstszych przyczyn zaliczamy reakcję na ciepło i zimno, oraz na emocje, zwłaszcza stres, zaburzenia hormonalne, (m.in. w czasie ciazy, menopauzy), napoje alkoholowe, ostro przyprawione potrawy, niektóre leki, zewnętrzne czynniki drażniące oraz podrażnienie wywołane kosmetykami. W okresach zaostrzenia objawy mogą dawać się we znaki w postaci szczypania i pieczenia.

Kluczem do prawidłowej pielęgnacji takiej skóry jest rozpoznanie przyczyny jej powstania, a do tego potrzebna jest gruntowna obserwacja. Kiedy pojawiły się zmiany? Czy już jako dziecko występowało silniejsze rumienienie się? Kiedy zmiany nasilają się (w jakich okolicznościach, temperaturze, porach roku, przy jakich emocjach?) Czy możliwe, że rumień wywołało zastosowanie jakiegos kosmetyku lub preparatu? A może nasilenie zmian wywołał mocniejszy zabieg u kosmetyczki, nadmierna ekpozycja na słońce lub zbyt mocne traktowanie skory (wyciskanie, za mocny peeling, mocno perfumowane kosmetyki).

W pielęgnacji skóry naczyniowej niezwykle istotna jest prewencja, a także prawidłowa i delikatna pielęgnacja. Lepiej zapobiegać dalszemu pogłębianiu się rumienia oraz rozszerzaniu naczyń, niż później zastanawiać się jakiej inwazyjnej metody użyć, żeby pozbyć się skutków ich ekspansji. Na genetykę nie mamy wpływu, ale są przyczyny, na które możemy wpłynąć swoimi nawykami żywieniowymi, stylem życia i sposobami pielęgnacji, a tym samym zmniejszyć intensywność rumienia.



1. Dieta


Dieta ma kolosalny wpływ na stan skóry. Również u osób o cerze naczyniowej, niektóre nawyki pomogą radzić sobie z cerą naczynkową.

Po pierwsze, warto zrezygnować z potraw, które wywołują zaczerwienienia skóry. Najczęściej są to mocno doprawione, lub bardzo mocno rozgrzewające dania. Po drugie, uważamy na cukry proste w diecie – przyspieszają one proces glikacji i mogą nasilać stany zapalne. Po trzecie, dbamy o odpowiednie nawodnienie organizmu, pozwalając na prawidłowy i sprawny przepływ krwi i usprawniając detoksykację. Duża ilość NNKT i Omega 3 w diecie pozwoli wspomagać procesy regeneracyjne skóry, zapobiegnie procesom zapalnym i pomoże redukować obrzęki i zaczerwienienia.

Warto zadbać o dużą ilość witamin zarówno w pożywieniu, jak i w postaci suplementów, a zwłaszcza witaminy C, która wzmacnia ściany naczyń krwionośnych. Oprócz niej, kluczową rolę odgrywają witamina A (regeneracja naskórka), witaminy z grupy B (jednolity koloryt) i witamina K, a także rutyna.

2.  Pielęgnacja


W pielęgnacji zaleca się łagodzenie i unikanie podrażnień. Absolutnie unikamy agresji i mocy :) Idąc tym tropem, należy postawić na delikatne kosmetyki, dedykowane dla skór wrażliwych i naczyniowych. Do mycia twarzy zaleca się stosowanei delikatnych, nieperfumowanych emulsji lub olejkow. Skórę można złuszczać za pomocą peelingów enzymatycznych, natomiast powinno się całkowicie wykluczyć złuszczanie za pomocą granulek i ziarenek (za mocne!). Możemy wprowadzić też delikatne kwasy złuszczające, najlepiej z grupy PHA (kwas laktobionowy i glukonolakton). Sera i kremy powinny mieć działanie wyciszające, łagodzące, i wzmacniające naczynia krwionośne. Zaleca się zrezygnować również z toników alkoholowych, wysuszających preparatów przeciw łojotokowi, masek rozgrzewających, a także blokerów słonecznych opartych jedynie na filtrach chemicznych.
Do najczęściej zalecanych surowców przy takim typie cery zaliczamy glinkę czerwoną, pantenol, alantoinę oraz liczne ekstrakty takie jak wyciąg z miłorząbu japońskiego, arniki, oczaru wirginijskiego oraz bzu czarnego. Takich też składników warto szukać w kosmetykach. Polecany jest także hydrolat z kocanki i kosmetyki z witaminą C, najlepiej jednak w formie olejowej, nie powodującej podrażnień (kwas askorbinowy może wywołać nasilenie objawów). Warto również włożyć kojący tonik lub wodę termalną do lodówki – chłodna mgiełka może być zbawienna, gdy poczujemy rozognioną skórę w ciągu dnia. Łagodząco zadziała również maseczka z jogurtu.



3. Nawyki


Troska o skórę naczynkową to przede wszystkim prewencja i nie dopuszczanie do pojawiania się trwałego, ostrego rumienia. Przestrzegamy absolutnego zakazu tarcia, wycierania i wcierania. W tym celu zaleca się unikać drażniących bodźców, takich jak mocne, perfumowane kosmetyki, zimny wiatr, mróz, słońce, sauna, alkohol. Oczywiście nie wszystkie czynniki da się całkowicie wykluczyć, ale warto po prostu pamiętać o ochronie, np. warstwie tłustego kremu przed wyjściem na mróz i ochronie UV. Dbamy także o optymalne nawilżenie skóry, m.in. przez nawilżanie powietrza i unikanie przebywania w suchych, klimatyzowanych pomieszczeniach (o ile to możliwe:))

4. Zabiegi dodatkowe


Dodatkowe zabiegi w gabinecie kosmetycznym również powinny mieć wyciszający i kojący dla skóry charakter. Warto skonsultować potrzeby swojej skóry z zaufanym kosmetologiem i dobrać odpowiedni zabieg w zależności od intensywności odczynu naczyniowego i stopnia rozszerzenia naczyń. Pomocne może być m.in. naświetlanie niebieskim światłem lampy Sollux, LED, a także kawitacja z sonoforezą lub jonoforeza. Jeśli widoczne naczynka Ci przeszkadzają, możesz zdecydować się na ich "zamykanie" laserowo, np. za pomocą IPL. Zabieg jest krótki i daje dobre efekty, jednak przy skłonności do rozszerzania naczyń, problem może powrócić. Dlatego przede wszystkim należy zwrócić uwagę na punkty 1, 2 i 3 :)

Mam nadzieję, że artykuł był pomocny. Do następnego razu!

września 29, 2019

Jak prawidłowo oczyszczać skórę twarzy?

Jak prawidłowo oczyszczać skórę twarzy?
Dzisiejszy artykuł dedykuję jednemu z najważniejszych elementów pielęgnacji skóry. Często spotykam się ze stwierdzeniem, że nie ma sensu dodatkowo oczyszczać twarzy, jeśli został z niej już usunięty makijaż. Oczyszczanie to niezmiernie ważny, a niestety często pomijany krok ku zadbanej cerze, którego nie zastąpi pobieżne przecieranie oczu płynem micelarnym, chociażby i był z najwyższej półki. Nie powinno się jednak popadać w skrajności i oczyszczać nadmiernie – skóra na pewno zaprotestuje jeśli będziemy mocno traktować ją silnymi detergentami lub mydłem. Najpierw demakijaż, a dopiero wtedy oczyszczanie - często się o tym zapomina, dlatego dziś chciałabym przybliżyć dlaczego jest to tak ważny element dbania o skórę twarzy.



W ciągu dnia nasza skóra twarzy nosi na sobie bardzo wiele ciężkich spraw, które jej serwujemy już od samego świtu – takim całodniowymi pasażerem jest przede wszystkim make up, często wielowarstwowy, nieoddychający i ciężki. Dodatkowo w ciągu dnia gromadzą się na niej pyły, kurz i brud, które w ciągu dnia mimowolnie napotykamy i które na twarzy chętnie osiadają, mieszając się z potem oraz wydzieliną gruczołów łojowych (sebum).

Przemywając twarz płynem micelarnym i wacikiem (lub innym preparatem do demakijażu) na koniec dnia nie jesteśmy w stanie prawidłowo oczyścić porów z tych wszystkich substancji – nawet jeśli nie nosimy makijażu, to takie działanie jest w stanie tylko powierzchownie usunąć zanieczyszczenia z powierzchni skóry. Dokładne oczyszczenie skóry twarzy za pomocą wody i odpowiedniego kosmetyku pozwala nam pozbyć się tego wszystkiego co się na jej powierzchni zgromadziło przez cały dzień.

Jak zrobić to prawidłowo?

Skórę powinno się myć naprawdę dokładnie. Warto tej czynności poświęcić dobre kilka minut – najpierw zwilżyć powierzchnię twarzy wodą, później rozprowadzić w dłoniach kosmetyk, następnie dokładnie rozprowadzić go po całej twarzy, delikatnie skórę masując. Tutaj warto zatrzymać się na dłuższą chwilę i upewnić się, że wszystkie przestrzenie są dokładnie oczyszczone, przemasowane, dzięki czemu cząsteczki brudu mogą się złączyć z kosmetykiem, a następnie zostać usunięte wraz z wodą. Następnie skórę delikatnie osuszamy, tonizujemy i (koniecznie!) nawilżamy. Dlaczego? Właśnie pozbawiliśmy skórę jej ochronnej, hydro-lipidowej warstwy, a nałożenie dobrej emulsji na skórę pozwoli jej odzyskać równowagę. Stąd też wynika potrzeba bycia niezwykle delikatnym, zarówno w samej czynności mycia, jak i doboru kosmetyku.



Na rynku dostępne są niezliczone ilości preparatów do mycia twarzy – olejków, pianek, żeli, balsamów, kremów myjących... Wybór należy do nas, zaleca się jednak dobranie produktów, które zawierają w sobie łagodne detergenty, żeby nie pozostawić skóry nadmiernie przesuszonej i podrażnionej. Mocne detergenty mogą nadmiernie uszkodzić warstwę hydro-lipidową skóry i – upraszczając - zbyt mocno ją oczyścić, a tym samym uszkodzić. Najlepiej postawić na delikatność i dokładność, i wybierać balsamy myjące, emulsje, delikatne żele, a jeśli potrzebujemy głębszego oczyszczenia, poświęcić tej czynności więcej czasu, lub nawet wykonać ją dwukrotnie (na przykład dwuetapowo – najpierw rozpuścić makijaż preparatem olejowym, a następnie domyć twarz produktem myjącym). To rozwiązanie będzie dla skóry o wiele razy lepsze niż traktowanie jej mocnymi środkami.

Od jakości mycia twarzy zależy wiele czynników – przede wszystkim większego sensu nabiera stosowanie innych produktów pielęgnacyjnych, takich jak serum, krem czy maska – po prostu mają się one w co wchłonąć :) Jeśli skóra jest prawidłowo i delikatnie oczyszczona, to ma ona szansę oddychać, normalnie pracować i samoistnie regulować swoją pracę. Niestety, wszystkie zaniedbania w tej kwestii szybko dadzą się we znaki.


zdjęcia:
Face Submerged - Daria Kraft 
ko-te.com

września 04, 2019

C jak witamina C

C jak witamina C

O tej witaminie powiedziano i napisano już wiele. Przebadana pod prawie każdym kątem witamina C to jedna z ważniejszych w pielęgnacji i kosmetologii witamin, a lista jej właściwości jest długa. Przebarwienia, drobne zmarszczki, rozszerzone naczynka, oznaki starzenia, szary kolororyt – witamina C potrafi rozprawić się z takimi niedoskonałościami, jeśli oczywiście stosowana jest systematycznie i w odpowiedniej formie. Ciało człowieka nie jest w stanie same jej syntetyzować, przez co konieczne jest jej dostarczanie z zewnątrz. Nawet jeśli nasza dieta jest bogata w witaminy, to warto upewnić się, że jej ilość w organizmie jest stale na wysokim poziomie, a skórze dodawać jej za pomocą odpowiednich witaminowych preparatów i kosmetyków.


Jakie ma właściwości i działanie?

1. Rozjaśnienie, rozświetlenie i wybielanie – tutaj mowa nie tylko o przebawieniach potrądzikowych i posłonecznych, ale także o ogólnym rozjaśnieniu i ujednoliceniu kolorytu skóry – cenna rzecz, zwłaszcza dla palących lub pracujących przed komputerem osób którym doskiwera poszarzała cera.

2. Działanie przeciwzmarszczkowe i przeciwzapalneregenerujące i kojące. Witamina C wpływa na syntezę kolagenu i na głębokość zmarszczek.

3. Uszczelnianie naczyń krwionośnych. Uwaga, posiadaczki skór naczyniowych, to coś dla Was – nie tylko rozjaśni zaczerwienienia ale i uszczelni naczynia i zapobiegnie ich pękaniu.

4. Antyoksydacja – zwalczanie wolnych rodników.

5. Wspomaganie ochrony przeciwsłonecznej.




Witamina C tworzy synergię z witaminą E, koenzymem Q10, kwasem alfa-liponowym, reserwatrolem i glutationem – dlatego ich współistnienie w kosmetykach jest bardzo pożądane.

Formy witaminy C


Najkorzystniejszą i najczęściej oferowaną formą kosmetyku w przypadku witaminy C jest serum. Wybierając odpowiedni preparat należy wziąć pod uwagę kilka kwestii. Przede wszystkim jaka forma witaminy C zastosowana jest w danej recepturze kosmetyku i z czym to się wiąże.

1. Kwas L-askorbinowy

Najpopularniejsza i najtańsza i forma witaminy C, którą stosować możemy również wewnętrznie, dla zdrowia. Kwas L-askorbinowy to biały, rozpuszczalny w wodzie proszek, dostępny stacjonarnie w wielu miejscach takich jak apteki, sklepy ze zdrową żywnością i sklepy zielarskie. No i oczywiście przez Internet – sklepy z półproduktami kosmetycznymi proponują nam gotowe zestawy do stworzenia serum samodzielnie. Jednak należy pamiętać, że gdy ten proszek zostanie rozpuszczony w wodzie, powinien jak najszybciej zostać zużyty – witamina C szybko się utlenia i traci swoje właściwości. Kwas askorbinowy jest hiper-wrażliwy na światło, tlen i metale, stąd też należy do minimum ograniczyć jego ekspozycję na niekorzystne warunki. Własnoręcznie przygotowane serum przechowujemy w lodówce, i jak najszybciej go zużywamy (do 2 tygodni).

Istnieją także gotowe kosmetyki z kwasem askorbinowym, jednak należy zwracać uwagę na ich skład. W drogeriach niestety dostępne są produkty, w którym witamina już dawno się utleniła, tracąc swoje właściwości.

Kosmetyki z kwasem askorbinowym:

- musza mieć odpowiednie pH (poniżej 3,5)
- musza być przechowywane w chłodnym, ciemnym miejscu, najlepiej w małej i szklanej buteleczce
- zalecane stężenie to 10 – 20%
- mogą powodować pieczenie i podrażnienie wrażliwej skóry


W związku z problemami ze stabilnością kwasu askorbinowego w kosmetykach, naukowcy i badacze rozpoczęli poszukiwania jego innych stabilnych, ale i dobrze przenikalnych przez skórę form o podobnej skuteczności. Wśród nich wymienić można m.in. glukozyd askorbylu i sól magnezową lub sodową fosforanu askorbylu. Formy te również stosowane są w recepturach, nie ma jednak rzetelnych danych czy są równie skuteczne jak pozostałe, wymienione tutaj formy. 

2. Tetraizopalmitynian askorbylu 

Forma witaminy C, która jest rozpuszczalna w tłuszczach, przez co znajdziemy ją najczęściej w serach olejowych.

Forma ta łatwo przenika przez skórę i jest skuteczna już przy stężeniu od 1 do 3%. Jej ogromnym plusem jest stabilność i efektywność. Jest jednak jedno "ale" – żeby zauważyć efekty jej działania, należy uzbroić się w cierpliwość i stosować ją przez kilkanaście tygodni.

3. Etylowany kwas askorbinowy 

Jest to pochodna forma witaminy C, rozpuszczalna w wodzie. Obecnie jest to najbardziej stabilna i efektywna forma, z czym wiąże się również jej wyższa cena. Jej efekty zauważalne są przy regularnym stosowaniu, a przy tym nie powoduje podrażnień i skutecznie się wchłania. Forma ta ma dobroczynne działanie dla skóry i zachowuje wszystkie wspaniałe właściwości witaminy C jako antyoksydantu.



Końcowe tipy:

** Witaminy C nie należy stosować w połączeniu z witaminą B3 (niacynamidem).
** Można stosować ją nawet w lecie. Witamina C stosowana regularnie umożliwia lepszą reakcję skóry na promieniowanie UV. Pamiętajmy jednak o ochronie UV.
** Najlepiej stosować ją po obniżeniu pH skóry twarzy tonikiem.

A już wkrótce post z konkretnymi, polecanymi przeze mnie, kosmetykami z witaminą C.


źródła zdjęć: pinterest.com & Erika Lee Sears artwork