Pokazywanie postów oznaczonych etykietą naturalne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą naturalne. Pokaż wszystkie posty

lipca 07, 2022

Tydzień z zapachem odcinek #1 - Olejek z drzewa herbacianego

Tydzień z zapachem odcinek #1 - Olejek z drzewa herbacianego
 Postanowiłam umieścić moją instagramową serię również tutaj! 


O co chodzi w serii "Tydzień z zapachem"?


Co tydzień wybieram jeden zapach, który towarzyszy mi przez cały tydzień. To okazja to poznania nowych zapachów, ich właściwości, poszerzenia aromaterapeutycznej zajawki. Jest mnóstwo super aromaterapeutycznych cudów, a często nie wiemy co z nimi zrobić, jak używać.. To będzie super okazja żeby się bliżej zapoznać z niektórymi z nich :)


Dzisiaj zaczynamy odcinek 1! A na start wjeżdża pewien olejek, który należy do bardzo znanych. Niektórzy uważają go za podstawę terapeutycznej. Jest to przybysz z Australii. Znany jest m.in. z tego, że doskonale rozprawia się z wypryskami - zarówno bakteryjnymi jak i wirusowymi kurzajkami - czyli ma mega mocne właściwości antyseptyczne. Kropelka na wyprysk kilka razy dziennie i problem znika.

Pozyskuje się go z krzewu Melaleuca alternifolia. 

Wiecie o kim mowa? 



Tak. Olejek z drzewa herbacianego. 


Choć z herbatką nie ma zbyt wiele wspólnego, a jego nazwa wzięła się z wypraw żeglarza i kartografa Jamesa Cooka - widząc, jak rdzenna ludność Australii przyrządza zdrowotne napary z liści krzewu, zaczęto nazywać je herbatą. 

 

Mówi się, że olejek tea tree to jeden z 2 olejków które można stosować bezpośrednio na skórę. (Tak, tylko dwa można nakładać bezpośrednio bez rozpuszczenia w oleju lub innym nośniku.) Aczkolwiek w badaniach jest niewielki odsetek osób (5%) u których występują podrażnienia - dlatego zalecam ostrożność i ewentualnie rozpuszczenie go w oleju bazowym. Szczerze mówiąc ja tego nie robię. 


Zdecydowałam się na niego w tym tygodniu, bo jest przyjemnie chłodnym, medyczno-aptecznym zapachem, a upały dawały mocno w kość. Ale na pewno nie każdemu jego zapach odpowiada. Jest specyficzny, cierpko-ziołowy. Kojarzy się ze sklepem zielarskim, pastą do zębów, wilgotną glebą. Zdecydowanie odświeżający - ale nie tak bezpośrednio jak mięta. Bardziej subtelnie i miękko. I o ile w aromaterapii stosuje się go często, to w perfumiarstwie jest używamy zawsze w połączeniu z innymi zapachami - wiele osób go nie lubi i uważa za po prostu nieprzyjemny zapach. 


Bardzo wiele kosmetyków naturalnych, które mają działać na trądzikową skórę ma go w składzie i mocno się z nimi kojarzy. Występuje też w pastach do zębów i szamponach przeciwłupieżowych. 




Liście krzewu tea tree wykorzystywali Aborygeni od daaawien dawna do leczenia stanów zapalnych i ran, a także zauważyli zbawienne właściwości wód, do których wpadały liście. Olejek z drzewa herbacianego stał się też domowym lekarstwem w wielu australijskich domach - na infekcje układu oddechowego, przeziębienia, rany. Tea tree oil był też niezbędnym elementem wyposażenia podręcznej apteczki każdego australijskiego żołnierza podczas II wojny światowej i prawdopodobnie w ten sposób rozpowszechniono wieści o właściwościach i skuteczności olejku w reszcie świata.



Olejek z drzewa herbacianego - jak używać?


  • ze względu na mega mocne właściwości odkażające, świetnie się nada do domowych środków czystości

  • bardzo ważny olejek w terapiach skóry przy łupieżu, grzybicy, trądziku

  • jego działanie przeciwzapalne może okazać się zbawienne po ukąszeniach komarów - tym bardziej że można nanosić go bezpośrednio na skórę, można mieć go pod ręką. Mnie w tym roku jakoś oszczędzają komary, ale znając zycie nie powiedziały jeszcze ostatniego słowa, więc zamierzam mieć go zawsze przy sobie jak australijski żołnież

  • świetnie sprawdza się też jako repelent - odstrasza komary

  • wiele naturalnych dezodorantów wykorzystuje olejek z drzewa herbacianego - wchodząc w interakcje z bakteriami hamuje on nieprzyjemny zapach (sam w sobie pot będący wydzieliną gruczołów potowych nie ma zapachu - pojawia się on w momencie kontaktu z bakteriami)

  • w aromaterapii pracującej z emocjami olejek pozwala wspierać dobrostan i utrzymać pozytywną energię, pomaga stawiać granicę od niesprzyjających osób, miejsc, sytuacji, wspomnień


Nuta: głowy

Dobrze komponuje się z olejkami: rozgrzewającymi i korzennymi - gałka muszkatołowa, goździk, cynamon, a także z lawendą, cytrusami i zapachami ziołowymi - tymiankiem, rozmarynem



Umila mi ten późno czerwcowy czas. Wspiera w pracy, ale i w relaksie. Jest ze mną wszędzie. 


czerwca 14, 2020

Maseczka z drożdży (pełna witamin z grupy B i minerałów)

Maseczka z drożdży (pełna witamin z grupy B i minerałów)

Od czasu do czasu robię domową pizzę. A po pizzy zawsze zostaje mi kawałek drożdży. Nie ma dla nich innego wyjścia niż wylądować w misce z łyżką jogurtu. W ten sposób powstaje ekspresowa maseczka do twarzy.



Drożdże mają szereg właściwości zdrowotnych. Ich spożywanie zalecał już Hipokrates w celu uzupełnienia organizmu w witaminy i dla ogólnego wzmocnienia. Drożdże to bomba witamin z grupy B, w tym biotyny, której niedobór skóra sygnalizuje stanami zapalnymi i wysypką, oraz kwasu pantotenowego, który działa regenerująco i kojąco. Poza tym w drożdżach znajdziemy kwas foliowy, inozytol, cynk, magnez, potas, siarkę, miedź, chrom i żelazo. To najcenniejsze pierwiastki dla dobrej kondycji cery.



Drożdże w formie maseczki sprawdzą się zwłaszcza dla skóry tłustej, ponieważ świetnie oczyszczają pory. Mają one zdolność regulowania czynności gruczołów łojowych, dzięki czemu ograniczają tworzenie się zaskórników. Ale pozostałe typy cer również skorzystają z ich właściwości – zwłaszcza cery poszarzałe, zmęczone, którym brakuje zastrzyku witamin i minerałów.

Maseczka z drożdży:
  • zlikwiduje stany zapalne skóry
  • zwęzi pory
  • ureguluje pracę gruczołów łojowych
  • nawilży i zmiękczy skórę- poprawi jej koloryt
  • wzbogaci naskórek w mikroelementy i witaminy

Drożdże są również niezwykle cennym składnikiem aktywnym w pielęgnacji włosów, dzięki zawartości siarki, biotyny i innych witamin z grupy B.

Zaleca się również ich stosowanie wewnętrzne w postaci suplementów lub do picia jako witaminowa kuracja wzmacniająca.

Jak przygotować maseczkę?

¼ kostki drożdży zmieszaj z łyżeczką jogurtu naturalnego lub mleka do uzyskania konsystencji zwartej maseczki. Możesz wzbogacić maseczkę płatkami owsianymi lub otrębami dla uzyskania dodatkowych właściwości kojących. Nałóż maseczkę na twarz na 20 minut. Po tym czasie zmyj ciepłą wodą. Na koniec zastosuj ulubione serum i krem.

listopada 26, 2019

Dobre, wegańskie i naturalne emulsje do mycia twarzy

Dobre, wegańskie i naturalne emulsje do mycia twarzy
Dziś kilka dobrych kosmetyków, które miałam okazję wypróbować ostatnimi czasy. Wszystkie z nich są w pełni naturalne, wegańskie i nietestowane na zwierzętach.



Jeśli chodzi o kosmetyki do mycia twarzy, to do wyboru mamy kilka rodzajów produktów. Odpowiedni rodzaj kosmetyku powinniśmy dobrać do aktualnych potrzeb swojej skóry. Najczęściej wybierane są żele myjące, a zaraz za nimi sięgamy najchętniej po pianki, mydła, syndety, olejki myjące oraz bohaterów dzisiejszego odcinka, czyli emulsje i mleczka. Te dwa ostatnie to moi wielcy faworyci. W przypadku cery suchej, normalnej i mieszanej, mleczka sprawdzają się idealnie. Są delikatniejsze niż typowe żele oczyszczające, ponieważ nie są typowymi mieszaninami środków myjących, tylko właściwie emulsjami podobnymi do kremu i nie przesuszają dodatkowo skóry. I o tę delikatność właśnie chodzi, warto ją podkreślić. Może być to zdecydowany plus również dla cer tłustych. Sęk w tym, żeby oczyszczanie twarzy przebiegło tak, aby jak najmniej uszkodzić warstwę hydrolipidową, co często serwują nam zbyt mocne detergenty.

W emulsjach i mleczkach, zawartość detergentu jest rekompensowana przez bogactwo olejów i kwasów tłuszczowych, które również radzą sobie z rozpuszczaniem kosmetyków i brudu, które następnie łatwo spłukać wraz z wodą. Dodatkowo, kremy i emulsje tego typu nie pienią się – dla mnie to duży plus, ale wiem, że niektórych to irytuje. Tak samo zwolennicy mocniejszego mycia i osoby z silnym łojotokiem mogą uznać takie emulsje myjące za zbyt słabe. Nie mniej jednak polecam je osobom, których skóra regeneruje się przeszłych epizodach zbyt mocnego mycia (skutkujące aktualnym przesuszeniem), po złuszczaniu (peelingami, kwasami) i innych mocnych kuracjach kosmetycznych. I, tak jak wspominałam wcześniej, ogólnie rzecz biorąc takie produkty są godne polecenia dla posiadaczek cer suchych, wrażliwych i normalnych, a tłuścioszkom można je polecić w zależności od nasilenia łojotoku. Fajnym rozwiązaniem są też emulsje i olejki stosowane do rozpuszczania i usuwania makijażu (czyli etapu pierwszego) i sięgnięcie po żel lub piankę jako drugi etap oczyszczania.




Weleda, Gentle Cleansing Milk, 100ml, 40zł

To jeden z moich faworytów. Pomimo, że alkohol ma już na trzecim miejscu składu, to jakoś mu to wybaczam. Myślę, że przesuszenie mogłoby wystąpić przy zbyt długim jego stosowaniu, np. kilku opakowań na raz. Po zużyciu jednego nie zauważyłam negatywnych skutków takiej receptury. Rekompensatą jest dla mnie prostota formuły, w której króluje olej sezamowy, należący ostatnio do moich ulubionych. Nie czuję przez to, żeby alkohol działał w jakimkolwiek stopniu wysuszająco. Delikatne, kremowe mleczko wylewam bezpośrednio na dłonie i masuję nim mokrą skórę twarzy. Mleczko można nakładać też na zwilżone waciki, ale u mnie tradycyjnie sprawdza się opcja używania produktu bezpośrednio z dłoni. Po kilku minutach takiego masażu, zmywam produkt obficie wodą. Małym minusem jest duży otwór do jego wylewania, moim zdaniem dość nieporęczne wyjście, ale co kto lubi. Mleczko ma lejącą konsystencję, ładnie rozpuszcza makijaż, jest idealnie kremowe i delikatne. Można go używać stricte do demakijażu, uważając jednak na to żeby w żadnym wypadku nie dostał się do oczu. Jednak ja nie używałabym go do tego celu. Za to do typowego oczyszczania skóry w pełni zdaje egzamin. Zapach jest mega mocny i powala mnie na kolana (pozytywnie), chociaż z pewnością będzie wiele osób, dla których będzie on dziwny i duszący. Moim zdaniem jego świeżość jest bardzo orzeźwiająca. Pachnie w sumie podobnie do flagowego kremu Weledy Skin Food, olejkami eterycznymi i mocnymi, zadziornymi cytrusami i irysem. Plus za piękne, szklane opakowanie.




i+m Naturkosmetik Berlin, Mleczko oczyszczające z olejem awokado i ze słodkich migdałów, 150 ml, ok. 30 zł

Dość ciężko dostępne, ale świetne mleczko, które sprawdza się zarówno jako preparat stricte do demakijażu na wacik, oraz do mycia twarzy. Upolowane w TK Maxie. Marka jest w stu procentach "fair, organic i vegan" tak, jak głosi opakowaniach, co jest ogromnym plusem, zauważalnym również w składzie. Nie ma w nim raczej nic do zarzucenia.W przeciwieństwie do Weledy, tutaj dozownik jest zmniejszony do minimum, co z pewnością ułatwia wydobycie produktu na wacik, ale jeśli używamy go prosto na dłoń, potrzebne jest kilka - kilkanaście pompek. Delikatne składniki, brak mocnych i kontrowersyjnych dodatków i wzorowe działanie. Jest baardzo baaardzo delikatne, myślę, że docenią go za to wrażliwcy. Po jego zastosowaniu skóra nie traci nawilżenia. Produkt w stu procentach spełnia swoje funkcje, ale przez dozowanie mam ochotę bardziej używać do jako produkt stricte do demakijażu.





Tropic, Smoothing Cleanse – Complexion purifier, 120 ml, £16 / ok. 70zł

Produkt wypchany dobrem po brzegi. Wysoka cena i bardzo wysoka jakość w jednym. Tak jak i poprzednicy, kosmetyk jest w pełni wegański. Składniki pochodzą z organicznych upraw. Nie jest testowany na zwierzętach. Wszystko co w nim zawarto jest pochodzenia naturalnego, nie ma żadnych kontrowersji w środku. Oprócz roślinnego, pielęgnującego składu (jak w produkcie i+m), formuła wzbogacona jest o ekstrakty roślinne i glukonolakton, co pozwoli na dodatkowe działanie antyoksydacyjne, przeciwzapalne i nawilżające. Bardzo przyjemny, kremowy produkt o ładnym, świeżym zapachu i konsystencji lekkiego mleczka. Jako produkt solo sprawdzi się zwłaszcza dla cer suchych, ponieważ pozostawia wyczuwalny film, który można, ale nie trzeba, usunąć za pomocą miękkiej, bambusowej ściereczki (dostępna w zestawie). W przeciwieństwie do produktów myjących, po których skóra jest często ściągnięta i błaga o nawilżenie, ten produkt pozostawia ją w pełni nawilżoną i odżywioną, zarówno przy zwykłym, porannym myciu, jak i wieczornym, głębszym oczyszczaniu w duecie z demakijażem. Dla mnie to wyraźnie wyczuwalne odżywienie skóry to zdecydowany plus i jakość jakiej szukam w kosmetykach.




Alverde, Clear Waschcreme Heilerde, Emulsja do mycia cery zanieczyszczonej, 100 ml, ok 15 zł

Nie wiem ile opakowań mam już za sobą. To produkt, do którego często wracam, jest po prostu tani  i dobry. Zazwyczaj używam go pomiędzy nowościami, które aktualnie testuję. Producent dedykuje go osobom ze skórą tłustą i zanieczyszczoną, ale ja wcale a wcale bym się do tego nie ograniczała, zwłaszcza do kryterium tłustości. Osoby ze skórą suchą, normalną lub mieszaną, na której występują niedoskonałości i pojawiają się wypryski, też zdecydowanie z niego skorzystają. Tak więc dla skór zanieczyszczonych – zdecydowanie tak! W przeciwieństwie do pozostałych produktów w tym zestawieniu, zawiera on składniki powierzchniowo czynne, jednak nie ma typowej konsystencji żelu do mycia, tylko właśnie przyjemnej emulsji. Tak jak pozostałe kosmetyki, jest to super kremowy produkt. Wygodny, poręczny i bardzo skuteczny. Naturalny i nietestowany na zwierzętach. Świetnie oczyszcza skórę twarzy, będąc przy tym delikatnym. Nie jest to jednak typowy środek do usuwania makijażu (demakijaż lepiej wykonać olejkiem lub dedykowanym produktem przed jego użyciem). Pozostawia skórę z uczuciem odświeżenia i wygładzenia, bez przesuszenia i ściągnięcia. Zapach raczej neutralny. Bardzo go lubię i polecam. Do kupienia w drogeriach DM za granicą, a w Polsce na Allegro i w niektórych sklepach internetowych.