Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podstawy pielęgnacji. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podstawy pielęgnacji. Pokaż wszystkie posty

marca 16, 2021

Piękno w zgodzie z ajurwedą. Od czego zacząć?

Piękno w zgodzie z ajurwedą. Od czego zacząć?

Mam wrażenie, że współczesna kosmetologia holistyczna to odkrycie, które tak naprawdę znane było kobietom już w czasach starożytnych. Najstarsze systemy medyczne, takie jak ajurweda czy tradycyjna medycyna chińska, dawały odpowiedzi na pytania, które dziś stawiamy. To co dostrzegamy w dzisiejszych, zabieganych czasach, czyli fakt, że na urodę i zdrowie wpływa szereg związanych ze sobą czynników, a zwłaszcza nasz styl życia, odżywianie, ruch, stan duszy i umysłu, wiadome było od pradawnych czasów. Tylko że po drodze, z biegiem wieków, jakoś o tym zapomnieliśmy. Od kiedy interesuje mnie całościowe i naturalne podeście do urody coraz bliższa stają mi się filozofie ajurwedy i TCM. Ale dziś skupimy się na ajurwedzie.


Czym jest Ajurweda?


Ajurweda nazywana jest "matką wszechnauk" i "nauką o długowieczności". To tradycyjny system medyczny wywodzący się ze starożytnych Indii, którego początki sięgają XII wieku p.n.e. Już sam zlepek słów ajur (āyuh) – „życie” + weda - "wiedza" zapowiada na czym opiera się ta nauka. To nie tylko system leczenia chorób, lecz całościowo podchodząca do człowieka nauka, która zajmuje się kondycją psychiczną, fizyczną i duchową. Tak jak i Tradycyjna Medycyna Chińska, Ajurweda jest uznawaną nauką medyczną przez Światową Organizację Zdrowia. Wiele jej kuracji stosowane jest w powodzeniem dla poprawy stanu zdrowia w klinikach na całym świecie. Jednak pierwotnie rozwijaniem tej nauki zajmowali się riszi, ajurwedyjscy mędrcy. To oni dali podwaliny pod dzisiejsze rozumienie Ajurwedy.




Najważniejsze założenia Ajurwedy

Najważniejszą koncepcją Ajurwedy jest istnienie pięciu żywiołów, z których składa się wszystko co nasz otacza: eter, powietrze, ogień woda i ziemia. Te elementy tworzą subtelne energie, które tworzą konsystucję (budowę, charakterystykę) każdego człowieka i każdej innej rzeczy. Te elementy zlepiają się ze sobą tworząc trzy dosze: vata, pitta i kapha. Trzy dosze (energie) stanowią podstawę wszelkich materialnych form życia (kapha), sił i kierunków w jakich się poruszają (wata) oraz transformacji jakim podlegają (pitta). Dosze charakteryzują wszystkie formy życia, a celem ajurwedy jest ich zrównoważenie i harmonia. Siła życiowa budująca zdrowie, a w rezultacie i urodę to prana. Podtrzymuje ona życie w umyśle i ciele. Ważną siłą w ajurwedzie jest też agni – ogień trawienny, który umożliwia transformację pokazmu w energię, ale także nadaje moc umysłowi. Dzięki agni ciało oczyszcza się z produktów przemiany materii i z toksyn. W ajurwedzie ważniejsze są przyczyny niż skutki, dlatego objawy to tylko wskazówki, aby leczyć przyczynę. Tylko docierając do sedna, możemy dążyć do harmonii i równowagi. 

Jak ajurweda podchodzi o urody? Jakie jest ajurwedyjskie piękno?

Piękno Ajurwedy całkowicie różni się od naszego, zachodniego.  Daleko mu do komercji i mody. Ajurweda nie ogranicza się do rozumienia piękna jako ładne ciało, włosy i skóra. W Ajurwedzie kobieta piękna, to kobieta silna, świadoma i żyjąca w harmonii z naturą. Jej piękno zewnętrzne jest oczywistym skutkiem jej piękna wewnętrznego. A na jej piękno wewnętrzne składa się odpowiednia dla doszy dieta, oddech, ruch, stan umysłu, medytacja, dusza, wiara. Gdy dodamy do tego ajurwedyjskie masaże i zabiegi pielęgnacyjne, lub inne dodatkowe czynności, które poprawiają urodę, stworzymy kompletną całość, która tworzy prawdziwe piękno. Ta koncepcja wiąże się nierozewalnie ze zdrowiem – zdrowe włosy, zdrowa skóra, zdrowe paznokcie to rezultaty zdrowego wnętrza. Bez zdrowego stylu życia nie ma mowy o urodzie. Gracja, uśmiech, sposób poruszania się, lekkość, charyzma, inspiracja, witalność, żywotność – to prawdziwe elementy, które tworzą radość życia i blask. Jest on zaraźliwy dla innych i mocno widoczny. Taki blask mają niektóre kobiety – mimo wieku i nietypowej urody, przyciągają wzrok wszytskich wokół. To właśnie jest prawdziwa uroda i piękno według ajurwedy. Nigdy udawana, sztuczna, wynikająca z agresywnych dla ciała zabiegów. Hindusi mówią, że "jeśli nie ma piękna w sercu, nie będzie go na twarzy". Takie proste i prawdziwe. 



Nauka Ajurwedy jest niezwykle szeroka, jednak często zaskakuje swoją logiką i prostotą. Ja skupiam się najbardziej na kwestiach zdrowia i wynikającego z niego urody. Warto też pamiętać, że:


  • Im bardziej dbasz o swoje wnętrze, tym mocniej będzie się to manifestowało na zewnątrz
  • Piękno jest ponad czasem, ponad modą i ponad trendami
  • Kosmetyka do dodatek do wszystkiego tego, co wynika z wewnątrz: ruchu, przemyśleń, medytacji, oddechu, trawienia
  • Wszyscy kształtują swoje piękno zarówno wewnętrze jak i zewnętrzne – tak jak i mamy wpływ na wygląd ciała, tak samo mamy wpływ na wygląd umysłu, pielęgnując określone emocje, stany i myśli
  • Początkiem dbania o siebie jest akceptacja i pokochanie siebie. Każdy musi odkryć to, co sprawia, że ujawnia się jego piękno
  • Świadomość i mądrość to najważniejsze cechy na drodze do piękna

Poznając zasady Ajurwedy i wdrażając je w życie można osiągnąć prawdziwe, wspaniałe piękno :) Ważna jest dopasowana do konstytucji i doszy dieta, ruch, świadomość, odpowiednia codzienna rutyna, techniki oddechowe, relaksacyjne oraz pielęgnacji ciała. Promienny wygląd możliwy jest bez sztucznej ingerencji w ciało. Dlatego warto zwrócić się ku naturze i zacząć prawdziwie dbać o siebie. Efekty przychodzą szybciej niż mogłoby się wydawać :) 



grudnia 05, 2019

Lanolina - wspaniały składnik ze strasznie krwawą historią w tle

Lanolina - wspaniały składnik ze strasznie krwawą historią w tle
Lanolina kojarzy się z czymś ciepłym, miłym, otulającym i miękkim jak owieczka. Faktycznie jest to produkt pochodzenia zwierzęcego (absolutnie nie jest składnikiem kosmetyków wegańskich), który pozyskuje się bezpośrednio z wełny owiec. To chyba reklamy wszystkich kosmetyków i płynów do prania wzbogaconych o lanolinę zakodowały jej pozytywny obraz w naszej wyobraźni, w sumie całkiem adekwatnie do jej właściwości. Lanolina ma dużo wspólnego z ciepłą owczą wełną – tak jak wełniany koc tworzy na powierzchni skóry okluzję, przez co pośrednio gwarantuje jej nawilżenie. Ma właściwości pielęgnacyjne, odżywcze i ochronne dla skóry. Co więcej, jest to składnik który kojarzy się z zaczynającą się własnie, zimową porą – kiedy spada wilgotność powietrza wokół, skóra również ją oddaje, mając tendencję do przesuszenia. Lanolina świetnie ten problem rekompensuje. Wątpliwą kwestią jest jednak sposób jej pozyskiwania... Czy jest etyczny i czy cierpią podczas tego procesu zwierzęta?

Lanolina to właściwie owczy tłuszczopot. Należy do wosków o ciężkiej, lepkiej konsystencji,  żółtawej barwie i charakterystycznym zapachu. Jest emolientem, a jej najważniejsze właściwości do zdolność do zmiękczania, natłuszczania, okluzji i ochrony naskórka. Gwarantuje skórze miękkość i elastyczność (i tę zdolność zmiękczania wykorzystuje się również przy produkcji płynów do prania w lanoliną) i nie jest komedogenna (nie "zapycha" porów). Większość jej właściwości bazuje na tym, że lanolina jest mieszanką estrów kwasów tłuszczowych ze sterolami, w tym cholesterolem (którego zawiera bardzo dużo i który także jest składnikiem warstwy lipidowej naskórka). Cholesterol jest bardzo pożądany w kosmetykach, żeby przywrócić lipidową równowagę skórze, zwłaszcza w zimie i dla skóry przesuszonej. Poza tym lanolina oprócz właściwości pielęgnujących, jest cennym surowcem przy tworzeniu kosmetyków, jako że pełni rolę emulgatora – jest w stanie zemulgować (pochłonąć) dużą ilość wody. Jest też bardzo kompatybilna z pozostałymi składnikami kosmetyku, gwarantując im lepsze wchłanianie. Zapobiega również nadmiernej keratynizacji, czyli nawarstwianiu się kolejnych, martwych komórek naskórka (np. na stropach), natłuszcza i łagodzi stany zapalne.

Moje dwa słoiczki lanoliny ze sklepów z surowcami kosmetycznymi

Przez jakiś czas lanolinie przypisywano łatkę alergenu, jednak jest to znamię czasów, gdy nie była ona jeszcze tak skutecznie oczyszczana jak w dzisiejszych czasach. Dobrej jakości lanolina oczywiście może uczulać, ale nie jest to tak strasznie powszechne zjawisko.

W kosmetykach najczęściej spotkamy czystą (bezwodną) lanolinę (Lanolinum anhydricum), podczas gdy w recepturze aptecznej króluje lanolina farmaceutyczna uwodniona (Lanolinum hydricum) która zawiera dodatek ok. 25% wody.

Gdzie znajdziemy lanolinę?

  • w proszkach i płynach do prania
  • w produktach leczniczych, maściach, jako składnik opatrunków i kremów przeciwzapalnych i przyspieszających gojenie się ran
  • w kosmetykach ochronnych, natłuszczających, dedykowanych osobom z atopowym zapaleniem skóry i łuszczycą
  • w mydłach i produktach do kąpieli i do włosów  
  • w preparatach dla karmiących matek do skóry brodawek





Osobiście uwielbiam lanolinę. Miałam do tej pory kilka słoiczków, które zużywałam zwykle w zimie. Stosowałam ją albo bezpośrednio na skórę (naj, naj, najlepszy składnik na popękane usta!) albo z jej użyciem ucierałam w parownicy kremy do rąk i stóp, o bardzo odżywczych, ochronnych właściwościach. To wszystko miało jednak miejsce zanim zaczęłam się zastanawiać nad jej faktycznym pochodzeniem. Nie jestem weganką, ale nie jestem też obojętna cierpieniu zwierząt. O tym jednak za chwilę. Wróćmy do kremów z lanoliną – można je bardzo łatwo przygotować w warunkach domowych.

Jak zrobić krem z lanoliną do suchej skóry?
Jest to dużo bardziej prosta historia niż przygotowanie tradycyjnego kremu. Do czystej, zdezynfekowanej parownicy (lub ewentualnie moździerza) przekładamy łyżkę lanoliny i powoli dodajemy do niej wodę lub hydrolat (na przykład 2 łyżki) i dłuugo ucieramy. Pojawi się charakterystyczne strzelanie i zauważymy, że emulsja nabiera powoli jaśniejszego koloru i kremowej konsystencji. Do kremu można dodawać ulubione dodatki, olejki lub witaminy.

A teraz przechodzimy do meritum, czyli... skąd bierze się lanolina?

Lanolinę wytwarzają owce i inne zwierzęta posiadające wełnę. Najczęściej wykorzystywana jest wełna owcza, a jedna czwarta całej wełny na świecie pochodzi z hodowli owiec w Australii. Zwierzęta produkujące wełnę wytwarzają w zimie rodzaj tłuszczopotu - sebum, które dodatkowo chroni je przed temperaturą. Żeby taki tłuszczopot pozyskać, należy najpierw owcę ostrzyc. Następnie wełna przekładana jest do specjalnych pojemników, gdzie jest prana i przełożona do wirówek gdzie runo oddziela się od tłuszczopotu i wody. Następnie lanolina jest oczyszczona z resztek niepożądanych substancji, takich jak np. pestycydy. Pestycydy? Jak to? Ano tak, że owce są opryskiwane pestycydami tak jak uprawy, a czasem nawet i kąpane w pestycydach, dla uniknięcia zasiedlenia ich skór przez pasożyty. Nie wszędzie stosuje się takie praktyki, jednak jest to coś co trzeba wziąć pod uwagę. Na szczęście zarówno prawo europejskie jak i farmakopea narzucają ścisłe regulacje w tej kwestii i lanolina może na ten moment mieć maksymalnie znikomy procent zawartości pestycydów. Po oczyszczeniu, lanolina jest osuszana do osiągnięcia finalnej, twardej konsystencji.

Jeśli komuś ciężko wyobrazić sobie masową produkcję lanoliny, to poniżej wklejam link do filmu na Youtube z fabryki lanoliny:

 

Kwestią budzącą wątpliwości są przede wszystkim metody strzyżenia owiec. Nie zawsze odbywa się to w sposób humanitarny, i często owce są po prostu brane za kopyta do zagrody, gdzie są brutalnie golone do krwi. Jeszcze kilka lat temu głośno było o przeokrutnym mulesingu, czyli wycinaniu płatów wełny wraz ze skórą z tylnych części ciała owiec, żeby zapobiec zasiedlania wełny przez larwy.

Autorytet w kwestii traktowania zwierząt, czyli organizacja PETA, sprzeciwia się złemu traktowaniu owiec już od lat, promując również kampanie kształtujące świadomość ludzi na temat produkcji wełny i ich cierpienia w tym procesie. PETA zachęca do całkowitej rezygnacji z produktów wełnianych, a także jej pochodnych, czyli właśnie lanoliny. Mimo, że w kwestii traktowania owiec wiele się już zmieniło (m.in. w wielu krajach mulesing został zabroniony, tak samo jak kontrolowane są opryski pestycydami i inne procedury) to wciąż istnieje mnóstwo hodowli, gdzie owce są traktowane w barbarzyński sposób. Nie chcę pisać o konkretach, bo są to rzeczy dla ludzi o stalowych nerwach, ale ciekawskich zachęcam do odwiedzenia Googla i Youtuba.

Do tej pory kupowałam lanolinę na stronach z półproduktami. Nie byłam jednak świadoma jak dokładnie się ją pozyskuje... Niestety, ciężko zbadać czy lanolina, którą kupujemy, pochodzi z etycznego źródła. Podobno są hodowle, gdzie gwarantuje się ekologiczny chów owiec, wypasa się je na pastwiskach bez pestycydów, ich strzyżenie odbywa się w sposób bardzo humanitarny i spokojny, bez krzywdzenia. Obróbka runa odbywa się w takich miejscach bez nadmiernego stosowania produktów chemicznych. Brzmi fajnie, ale moje poszukiwania takich miejsc w Polsce szybko legły w gruzach. Wiem, że istnieje marka, która szczyci się organiczną, wolną od pestycydów i okrucieństwa wełną – LanaCare. Produkty tej marki dostępne są m.in. w internetowych drogeriach ekologicznych. Zamierzam przyjrzeć się im bliżej.

Jeśli ktoś z Was ma wiedzę lub komentarze na ten temat, to zachęcam do dzielenia się! Ja zamierzam skończyć mój słoik lanoliny do końca, i kolejnego nie kupię, dopóki nie będę pewna skąd dokładnie ona pochodzi. Zamierzam też zwracać uwagę na ten składnik w INCI (na szczęście jest prosty do znalezienia (Cera Lana, Lanolin).

Tak więc ta ciepła, milutka, miękka i puszysta lanolina, stawiająca przed oczami obraz niewinnego baranka, ma tak naprawdę brutalną historię w tle. Wielka szkoda, bo jest to fantastyczny i ciężki do zastąpienia półprodukt pielęgnacyjny, zwłaszcza zimą. Jednak decyzje etyczne każdy z nas podejmuje dla samego siebie. Ja na ten moment lanolinę sobie odpuszczam, zwłaszcza w komercyjnych i szeroko dostępnych produktach, i rozpocznę poszukiwania etycznych źródeł jej pozyskiwania.


Do poczytania:

https://dziecisawazne.pl/welna-naturalna-czy-nie/
https://www.ekonsument.pl/s134_welna_konwencjonalna.html
https://www.peta.org/about-peta/faq/whats-wrong-with-wearing-wool/

listopada 26, 2019

Dobre, wegańskie i naturalne emulsje do mycia twarzy

Dobre, wegańskie i naturalne emulsje do mycia twarzy
Dziś kilka dobrych kosmetyków, które miałam okazję wypróbować ostatnimi czasy. Wszystkie z nich są w pełni naturalne, wegańskie i nietestowane na zwierzętach.



Jeśli chodzi o kosmetyki do mycia twarzy, to do wyboru mamy kilka rodzajów produktów. Odpowiedni rodzaj kosmetyku powinniśmy dobrać do aktualnych potrzeb swojej skóry. Najczęściej wybierane są żele myjące, a zaraz za nimi sięgamy najchętniej po pianki, mydła, syndety, olejki myjące oraz bohaterów dzisiejszego odcinka, czyli emulsje i mleczka. Te dwa ostatnie to moi wielcy faworyci. W przypadku cery suchej, normalnej i mieszanej, mleczka sprawdzają się idealnie. Są delikatniejsze niż typowe żele oczyszczające, ponieważ nie są typowymi mieszaninami środków myjących, tylko właściwie emulsjami podobnymi do kremu i nie przesuszają dodatkowo skóry. I o tę delikatność właśnie chodzi, warto ją podkreślić. Może być to zdecydowany plus również dla cer tłustych. Sęk w tym, żeby oczyszczanie twarzy przebiegło tak, aby jak najmniej uszkodzić warstwę hydrolipidową, co często serwują nam zbyt mocne detergenty.

W emulsjach i mleczkach, zawartość detergentu jest rekompensowana przez bogactwo olejów i kwasów tłuszczowych, które również radzą sobie z rozpuszczaniem kosmetyków i brudu, które następnie łatwo spłukać wraz z wodą. Dodatkowo, kremy i emulsje tego typu nie pienią się – dla mnie to duży plus, ale wiem, że niektórych to irytuje. Tak samo zwolennicy mocniejszego mycia i osoby z silnym łojotokiem mogą uznać takie emulsje myjące za zbyt słabe. Nie mniej jednak polecam je osobom, których skóra regeneruje się przeszłych epizodach zbyt mocnego mycia (skutkujące aktualnym przesuszeniem), po złuszczaniu (peelingami, kwasami) i innych mocnych kuracjach kosmetycznych. I, tak jak wspominałam wcześniej, ogólnie rzecz biorąc takie produkty są godne polecenia dla posiadaczek cer suchych, wrażliwych i normalnych, a tłuścioszkom można je polecić w zależności od nasilenia łojotoku. Fajnym rozwiązaniem są też emulsje i olejki stosowane do rozpuszczania i usuwania makijażu (czyli etapu pierwszego) i sięgnięcie po żel lub piankę jako drugi etap oczyszczania.




Weleda, Gentle Cleansing Milk, 100ml, 40zł

To jeden z moich faworytów. Pomimo, że alkohol ma już na trzecim miejscu składu, to jakoś mu to wybaczam. Myślę, że przesuszenie mogłoby wystąpić przy zbyt długim jego stosowaniu, np. kilku opakowań na raz. Po zużyciu jednego nie zauważyłam negatywnych skutków takiej receptury. Rekompensatą jest dla mnie prostota formuły, w której króluje olej sezamowy, należący ostatnio do moich ulubionych. Nie czuję przez to, żeby alkohol działał w jakimkolwiek stopniu wysuszająco. Delikatne, kremowe mleczko wylewam bezpośrednio na dłonie i masuję nim mokrą skórę twarzy. Mleczko można nakładać też na zwilżone waciki, ale u mnie tradycyjnie sprawdza się opcja używania produktu bezpośrednio z dłoni. Po kilku minutach takiego masażu, zmywam produkt obficie wodą. Małym minusem jest duży otwór do jego wylewania, moim zdaniem dość nieporęczne wyjście, ale co kto lubi. Mleczko ma lejącą konsystencję, ładnie rozpuszcza makijaż, jest idealnie kremowe i delikatne. Można go używać stricte do demakijażu, uważając jednak na to żeby w żadnym wypadku nie dostał się do oczu. Jednak ja nie używałabym go do tego celu. Za to do typowego oczyszczania skóry w pełni zdaje egzamin. Zapach jest mega mocny i powala mnie na kolana (pozytywnie), chociaż z pewnością będzie wiele osób, dla których będzie on dziwny i duszący. Moim zdaniem jego świeżość jest bardzo orzeźwiająca. Pachnie w sumie podobnie do flagowego kremu Weledy Skin Food, olejkami eterycznymi i mocnymi, zadziornymi cytrusami i irysem. Plus za piękne, szklane opakowanie.




i+m Naturkosmetik Berlin, Mleczko oczyszczające z olejem awokado i ze słodkich migdałów, 150 ml, ok. 30 zł

Dość ciężko dostępne, ale świetne mleczko, które sprawdza się zarówno jako preparat stricte do demakijażu na wacik, oraz do mycia twarzy. Upolowane w TK Maxie. Marka jest w stu procentach "fair, organic i vegan" tak, jak głosi opakowaniach, co jest ogromnym plusem, zauważalnym również w składzie. Nie ma w nim raczej nic do zarzucenia.W przeciwieństwie do Weledy, tutaj dozownik jest zmniejszony do minimum, co z pewnością ułatwia wydobycie produktu na wacik, ale jeśli używamy go prosto na dłoń, potrzebne jest kilka - kilkanaście pompek. Delikatne składniki, brak mocnych i kontrowersyjnych dodatków i wzorowe działanie. Jest baardzo baaardzo delikatne, myślę, że docenią go za to wrażliwcy. Po jego zastosowaniu skóra nie traci nawilżenia. Produkt w stu procentach spełnia swoje funkcje, ale przez dozowanie mam ochotę bardziej używać do jako produkt stricte do demakijażu.





Tropic, Smoothing Cleanse – Complexion purifier, 120 ml, £16 / ok. 70zł

Produkt wypchany dobrem po brzegi. Wysoka cena i bardzo wysoka jakość w jednym. Tak jak i poprzednicy, kosmetyk jest w pełni wegański. Składniki pochodzą z organicznych upraw. Nie jest testowany na zwierzętach. Wszystko co w nim zawarto jest pochodzenia naturalnego, nie ma żadnych kontrowersji w środku. Oprócz roślinnego, pielęgnującego składu (jak w produkcie i+m), formuła wzbogacona jest o ekstrakty roślinne i glukonolakton, co pozwoli na dodatkowe działanie antyoksydacyjne, przeciwzapalne i nawilżające. Bardzo przyjemny, kremowy produkt o ładnym, świeżym zapachu i konsystencji lekkiego mleczka. Jako produkt solo sprawdzi się zwłaszcza dla cer suchych, ponieważ pozostawia wyczuwalny film, który można, ale nie trzeba, usunąć za pomocą miękkiej, bambusowej ściereczki (dostępna w zestawie). W przeciwieństwie do produktów myjących, po których skóra jest często ściągnięta i błaga o nawilżenie, ten produkt pozostawia ją w pełni nawilżoną i odżywioną, zarówno przy zwykłym, porannym myciu, jak i wieczornym, głębszym oczyszczaniu w duecie z demakijażem. Dla mnie to wyraźnie wyczuwalne odżywienie skóry to zdecydowany plus i jakość jakiej szukam w kosmetykach.




Alverde, Clear Waschcreme Heilerde, Emulsja do mycia cery zanieczyszczonej, 100 ml, ok 15 zł

Nie wiem ile opakowań mam już za sobą. To produkt, do którego często wracam, jest po prostu tani  i dobry. Zazwyczaj używam go pomiędzy nowościami, które aktualnie testuję. Producent dedykuje go osobom ze skórą tłustą i zanieczyszczoną, ale ja wcale a wcale bym się do tego nie ograniczała, zwłaszcza do kryterium tłustości. Osoby ze skórą suchą, normalną lub mieszaną, na której występują niedoskonałości i pojawiają się wypryski, też zdecydowanie z niego skorzystają. Tak więc dla skór zanieczyszczonych – zdecydowanie tak! W przeciwieństwie do pozostałych produktów w tym zestawieniu, zawiera on składniki powierzchniowo czynne, jednak nie ma typowej konsystencji żelu do mycia, tylko właśnie przyjemnej emulsji. Tak jak pozostałe kosmetyki, jest to super kremowy produkt. Wygodny, poręczny i bardzo skuteczny. Naturalny i nietestowany na zwierzętach. Świetnie oczyszcza skórę twarzy, będąc przy tym delikatnym. Nie jest to jednak typowy środek do usuwania makijażu (demakijaż lepiej wykonać olejkiem lub dedykowanym produktem przed jego użyciem). Pozostawia skórę z uczuciem odświeżenia i wygładzenia, bez przesuszenia i ściągnięcia. Zapach raczej neutralny. Bardzo go lubię i polecam. Do kupienia w drogeriach DM za granicą, a w Polsce na Allegro i w niektórych sklepach internetowych.



listopada 16, 2019

6 cnót oczyszczania skóry twarzy

6 cnót oczyszczania skóry twarzy
Na temat oczyszczania skóry mówi się bardzo wiele, jednak wciąż mam wrażenie, że niektóre kwestie są zamiatane pod dywan. O prawidłowym oczyszczaniu pisałam w tym artykule i odsyłam do niego po porady jak wykonywać tę czynność prawidłowo. Dzisiaj postanowiłam rozszerzyć ten temat o kilka złotych zasad. Są to "cnoty", które warto w sobie rozwijać, żeby wyprowadzić swoją skórę na prostą.



1. Umiar

Nałożenie na skórę dziesięciu różnych kosmetyków oczyszczających wcale nie przysłuży się dla jej dobra. Lepiej zdecydować się na jeden, dwa dobre i łagodne produkty, które świetnie poradzą sobie z usunięciem zanieczyszczeń. Dwuetapowe oczyszczanie (olejek plus produkt myjący) jest jak najbardziej ok, jednak nawarstwianie coraz to nowych produktów oczyszczających może być dla skóry za mocne. Detergenty, które zawarte są w recepturach żeli, pianek i innych kosmetyków wymywają ze skóry lipidy. A codziennym stosowanie takich mocnych kombinacji może uszkodzić warstwę ochronną na dłużej, a efekt będzie odwrotny od zamierzonego. Skóra zacznie się bronić. No i chyba nie trzeba dodawać, że to samo dotyczy peelingów - nie powinno się złuszczać naskórka codziennie! Wszelkie szczoteczki, żele z drobinkami, pasty, i wszystko co ściera warstwę rogową naskórka to tak naprawdę peelingi. Owszem, są one potrzebne, jednak nie w codziennej, rutynowej pielęgnacji. Zatem po pierwsze – umiar! Nie nadużywajmy produktów, lepiej wybrać jeden, dwa dobre kosmetyki i się ich trzymać :)

2. Delikatność 


Kolejna złota zasada, którą warto zapamiętać, to delikatność. Tak jak stawiamy na łagodne detergenty, tak też nie powinniśmy gwałtownie szorować i ścierać skóry. Należy unikać zbyt mocnego pocierania, używać za gorącej wody i agresywnych preparatów myjących, ponieważ możemy łatwo podrażnić skórę lub zaostrzyć stany zapalne. Letnia (lub chłodna) woda i miękkie masowanie to dobre wyjście. Jeśli okażemy skórze czułość, to z pewnością się odwdzięczy.

3. Roztropność


Ten podpunkt dedykuję myciu twarzy mydłem. Jeśli mówimy o naturalnych mydłach o zasadowym odczynie, to – wbrew wielu hurraoptymistycznym opiniom – produkt ten nie nadaje się do mycia skóry twarzy. Skóra ma odczyn lekko kwaśny, dlatego mycie jej zasadowym produktem zaburzy jej równowagę kwasowo-zasadową. Oczywiście, skóra ma też bufor, który po chwili tę równowagę przywraca, jednak stosowanie mydła raz po raz do mycia skóry twarzy (czyli miejsca, gdzie jest cienka, delikatna, narażona na wszystkie czynniki zewnętrzne), może ją łatwo rozregulować i pozbawić ochrony. W przeciwieństwie do rąk i ciała, w przypadku skóry twarzy należy uważać i lepiej postawić na produkt dedykowany właśnie do jej pielęgnacji.




4. Wstrzemięźliwość


Często spotykam się i widzę tak nadgorliwe podejście do oczyszczania, że skóra "aż piszczy". Nie tędy droga! Skóra to taka powłoka, która ma za zadanie przede wszystkim chronić ciało przed czynnikami zewnętrznymi, dlatego jeśli dostaje w kość przy oczyszczaniu za pomocą olejku, pasty, pianki, ścieraniu ściereczką, gąbeczką a na koniec jeszcze utradźwiękami, to jej reakcja będzie zdecydowanie obronna. Niestety, możemy łatwo sami sobie zaszkodzić taką nadmierną pielęgnacją. Co innego za to sądzą producenci kosmetyków, którzy raz po raz zachęcają nas prawie do  STERYLIZOWANIA skóry. Jest to prosta droga do nabawienia się nadwrażliwości i nadreaktywności.

To samo dotyczy pielęgnacji skóry rano – nie ma sensu atakować skóry tysiącem kosmetyków, jeśli potrzebujemy usunąć ze skóry tylko to, co się na niej zgromadziło przez noc, czyli sebum, pot, kurz. O poranku potrzebna jest nam świadomość potrzeb swojej cery i umiejętność jej obserwacji  – czy jest rano tłusta, świecąca, a może ściągnięta i zaczerwieniona? Do tego należy dostosować poranne mycie. Przy skórze bez większych problemów, wystarczy spryskać twarz hydrolatem, lub - jeśli jest taka potrzeba - umyć twarz łagodnym preparatem.

5. Dokładność


Oczyszczamy powoli, dokładnie, w rytmie slow. Przy pośpiesznym oczyszczaniu możliwe jest pozostawienie resztek produktu, co jest bardzo niepożądane, oraz nie domycie niektórych miejsc. Dzięki powolnym, dokładnym, masującym ruchom, mamy szans dotrzeć do wszystkich miejsc, zagłębień i szczelinek, a także rozpuścić i wymasować zanieczyszczenia z porów. Pośpiech nie służy, ani skórze, ani psychice.



6. Cierpliwość


Trzeba o tym pamiętać, że musimy cierpliwie poświecić oczyszczaniu odpowiednią ilość czasu i nie stosować półśrodków. Ważna jest też kolejność. Najpierw demakijaż, a dopiero później oczyszczanie. Nie zastąpimy mycia twarzy żadnym płynem micelarnym ani mleczkiem do demakijażu. Jeśli dbamy o skórę regularnie, cierpliwie, dokładnie, i stosujemy się do wszystkich zasad to wkrótce zobaczymy efekt. Dobre oczyszczanie pozwoli zauważyć zmniejszenie ilości zaskórników i niedoskonałości i nada skórze świeżego, promiennego wyglądu.

września 29, 2019

Jak prawidłowo oczyszczać skórę twarzy?

Jak prawidłowo oczyszczać skórę twarzy?
Dzisiejszy artykuł dedykuję jednemu z najważniejszych elementów pielęgnacji skóry. Często spotykam się ze stwierdzeniem, że nie ma sensu dodatkowo oczyszczać twarzy, jeśli został z niej już usunięty makijaż. Oczyszczanie to niezmiernie ważny, a niestety często pomijany krok ku zadbanej cerze, którego nie zastąpi pobieżne przecieranie oczu płynem micelarnym, chociażby i był z najwyższej półki. Nie powinno się jednak popadać w skrajności i oczyszczać nadmiernie – skóra na pewno zaprotestuje jeśli będziemy mocno traktować ją silnymi detergentami lub mydłem. Najpierw demakijaż, a dopiero wtedy oczyszczanie - często się o tym zapomina, dlatego dziś chciałabym przybliżyć dlaczego jest to tak ważny element dbania o skórę twarzy.



W ciągu dnia nasza skóra twarzy nosi na sobie bardzo wiele ciężkich spraw, które jej serwujemy już od samego świtu – takim całodniowymi pasażerem jest przede wszystkim make up, często wielowarstwowy, nieoddychający i ciężki. Dodatkowo w ciągu dnia gromadzą się na niej pyły, kurz i brud, które w ciągu dnia mimowolnie napotykamy i które na twarzy chętnie osiadają, mieszając się z potem oraz wydzieliną gruczołów łojowych (sebum).

Przemywając twarz płynem micelarnym i wacikiem (lub innym preparatem do demakijażu) na koniec dnia nie jesteśmy w stanie prawidłowo oczyścić porów z tych wszystkich substancji – nawet jeśli nie nosimy makijażu, to takie działanie jest w stanie tylko powierzchownie usunąć zanieczyszczenia z powierzchni skóry. Dokładne oczyszczenie skóry twarzy za pomocą wody i odpowiedniego kosmetyku pozwala nam pozbyć się tego wszystkiego co się na jej powierzchni zgromadziło przez cały dzień.

Jak zrobić to prawidłowo?

Skórę powinno się myć naprawdę dokładnie. Warto tej czynności poświęcić dobre kilka minut – najpierw zwilżyć powierzchnię twarzy wodą, później rozprowadzić w dłoniach kosmetyk, następnie dokładnie rozprowadzić go po całej twarzy, delikatnie skórę masując. Tutaj warto zatrzymać się na dłuższą chwilę i upewnić się, że wszystkie przestrzenie są dokładnie oczyszczone, przemasowane, dzięki czemu cząsteczki brudu mogą się złączyć z kosmetykiem, a następnie zostać usunięte wraz z wodą. Następnie skórę delikatnie osuszamy, tonizujemy i (koniecznie!) nawilżamy. Dlaczego? Właśnie pozbawiliśmy skórę jej ochronnej, hydro-lipidowej warstwy, a nałożenie dobrej emulsji na skórę pozwoli jej odzyskać równowagę. Stąd też wynika potrzeba bycia niezwykle delikatnym, zarówno w samej czynności mycia, jak i doboru kosmetyku.



Na rynku dostępne są niezliczone ilości preparatów do mycia twarzy – olejków, pianek, żeli, balsamów, kremów myjących... Wybór należy do nas, zaleca się jednak dobranie produktów, które zawierają w sobie łagodne detergenty, żeby nie pozostawić skóry nadmiernie przesuszonej i podrażnionej. Mocne detergenty mogą nadmiernie uszkodzić warstwę hydro-lipidową skóry i – upraszczając - zbyt mocno ją oczyścić, a tym samym uszkodzić. Najlepiej postawić na delikatność i dokładność, i wybierać balsamy myjące, emulsje, delikatne żele, a jeśli potrzebujemy głębszego oczyszczenia, poświęcić tej czynności więcej czasu, lub nawet wykonać ją dwukrotnie (na przykład dwuetapowo – najpierw rozpuścić makijaż preparatem olejowym, a następnie domyć twarz produktem myjącym). To rozwiązanie będzie dla skóry o wiele razy lepsze niż traktowanie jej mocnymi środkami.

Od jakości mycia twarzy zależy wiele czynników – przede wszystkim większego sensu nabiera stosowanie innych produktów pielęgnacyjnych, takich jak serum, krem czy maska – po prostu mają się one w co wchłonąć :) Jeśli skóra jest prawidłowo i delikatnie oczyszczona, to ma ona szansę oddychać, normalnie pracować i samoistnie regulować swoją pracę. Niestety, wszystkie zaniedbania w tej kwestii szybko dadzą się we znaki.


zdjęcia:
Face Submerged - Daria Kraft 
ko-te.com