maja 31, 2020

Niedzielny wieczór

Niedzielny wieczór

"Niedzielny wieczór! Nie trzeba nakrywać do stołu – nie będzie ciepłej kolacji. Każdy na własną rękę buszuje sobie w kuchni, by sprawdzić co da się wygrzebać na wciąż jeszcze świąteczną przekąskę – smakowita kanapka, wyśmienita szklaneczka bordeaux, połknięta naprędce, by skończyć butelkę. Przyjaciele poszli sobie wraz z wybiciem szóstej. Dużo jeszcze przed tobą. 

Puszczasz wodę do wanny. To będzie prawdziwa kąpiel, jak to w niedzielę wieczorem – z mnóstwem błękitnej piany i masą czasu na żeglowanie w ciepłej mgle pomiędzy dwiema nicościami. Lustro w łazience pokrywa się parą – myśli rozmiękają. 



Przede wszystkim trzeba zapomnieć o przeszłym tygodniu – tym bardziej tym, który masz przed sobą. Ulec hipnozie maleńkich fal, które od koniuszków palców rozchodzą się w gorącej wodzie. A potem, kiedy już wszystko pogrąży się w pustce, w końcu się oswobodzić. Może by tak poczytać? Owszem, ale jeszcze nie teraz. Na razie telewizja, czym głupsza, tym lepsza. Ach po to tylko oglądać, by sobie pooglądać! Wgapiać się w ekran obojętnie, zupełnie bez powodu!

To jest jak woda w wannie: ogarnia cię otępienie, namacalna wręcz błogość. Ufasz, że aż do nocy czeka cię święty spokój z głową schowaną w bamboszach – i wtedy nadchodzi maleńka melancholia. Telewizor zaczyna cię nieznośnie drażnić, więc go wyłączasz. Jesteś teraz daleko, czasem aż w dzieciństwie, snują się mgliste wspomnienia niespiesznych spacerów – gdzieś w tle szkolne niespokojne, zmyślone miłości,.. To cię przeszywa na wylot. Przepływa przez ciebie nieproszona fala, gwałtowna jak letni deszcz. Dobrze znajome małe szczęścia i nieszczęścia – tak to wtedy jest. Zwodnicza mydlana bańka, która nie potrafi nic w sobie zatrzymać. Takie są wszystkie niedzielne wieczory – woda kąpieli wywołuje fotografie."

Philippe Delerm - Niedzielny wieczór


maja 03, 2020

Dlaczego włosy nadmiernie wypadają? Najczęstsze przyczyny

Dlaczego włosy nadmiernie wypadają? Najczęstsze przyczyny

Wypadanie włosów dotyczy wielu z nas w różnych momentach życia. Najczęściej obwiniamy stres i zmiany pór roku, oraz osłabienie organizmu. Przyczyn wypadania włosów może być wiele. Jeśli ta przypadłość już nas dotyczy, to odnalezienie źródła problemu jest kluczowe, żeby sobie z nim poradzić. Tylko eliminacja przyczyny pozwoli zahamować ten proces, a wszelkie inne metody jakie proponują nam reklamy, w tym magiczne suplementy i kosmetyki, tylko wspomogą kondycję włosa, ale na pewno nie wyeliminuje całkowicie tej uciążliwej dolegliwości.



Pamiętać należy o tym, że fizjologicznie w ciągu dnia trochę tych włosów tracimy, i nie jest to powód do zmartwień. Przeciętnie w ciągu dnia wypada ich około 50-100. Jeśli ta liczba jest stale przekraczana przez okres powyżej 6 tygodni, powinniśmy skonsultować się z lekarzem lub trychologiem.

Skąd wiedzieć, że tę normę przekraczamy? Nie da się przecież liczyć wypadających włosów.

Wystarczy obserwować – jeśli niepokoi Cię zbyt duża ilość włosów zostających codziennie na szczotce, obserwujesz je naokoło siebie, w odpływie, na ubraniach, na podłodze, to warto zacząć się zastanawiać skąd się to bierze i spróbować poszukać przyczyny tego stanu rzeczy. Samemu, lub z pomocą specjalisty. Trzeba sobie jednak zdać sprawę że leczenie to długi proces, należy więc uzbroić się z cierpliwość. Jeśli chodzi o włosy, nie ma cudownych i ekspresowych remediów, które pomogą od pierwszego użycia.

O włosach mówi się że są jak papierek lakmusowy organizmu- od razu reagują na zmiany, sygnalizują, że coś się dzieje, reagują wypadaniem. Dzieje się tak dlatego, że włos, umiejscowiony w mieszku włosowym, odżywiany jest przez układ krwionośny i sieć oplatających go naczynek. Wszystko co jest, albo czego brakuje we krwi, wpływa na odżywienie włosa. Jeśli jakiś mikroelementów brakuje lub jest w nadmiarze – włos słabnie i wypada.

Jakie są najczęstsze przyczyny wypadania włosów?


1. Reakcja organizmu na sytuację stresową


Gdy organizm jest przeciążony, wypadanie włosów to naturalna reakcja. I chodzi tu nie tylko o faktyczny stres, związany z pracą, zdrowiem i innymi życiowymi sprawami. Zwiększone wypadanie obserwuje się także przy stresie dla całego organizmu, tj. przy zwiększonym wysiłku fizycznym, po operacjach, nieprzespanych nocach, nieprawidłowym odżywianiu. Każdy szok dla ciała może odbić się na stanie owłosienia głowy. Winowajcą mogą być również bagatelizowane nietolerancje pokarmowe, zaburzenia stanu bakteryjnej flory jelitowej oraz stany zapalne. Wymienić należy tutaj też palenie papierosów, nadużywanie alkoholu i wszystko inne, co wpływa na ogólną równowagę organizmu.

2. Problemy z gospodarką hormonalną.


Włosy mogą wypadać przez nierównowagę hormonalną, co więcej - jest to bardzo częsta przyczyna wypadania. Problemy z tarczycą to pierwszy kierunek diagnostyki – zarówno niedoczynność jak i nadczynność związane są z tym problemem. Innym źródłem dolegliwości mogą być choroby autoimmunologiczne, np. Hashimoto, którego objawem jest łysienie plackowate. Jednak tarczyca to nie jedyny kierunek. Wypadanie może zależeć od pracy również jajników, nadnerczy i przysadki.
Przewaga hormonów hormonów męskich (np. hiperandrogenizm przy PCOS lub innych chorobach) lub niedobór estrogenów, np. w czasie menopauzy to zdecydowanie najważniejsi winowajcy. Włosy często nadmiernie wypadają kilka tygodni/miesięcy po porodzie, co również ma związek ze zmniejszoną ilością estrogenów. To samo dzieje się po odstawieni antykoncepcji.

3. Niedobory mikroelementów, nieprawidłowa dieta


Braki podstawowych składników mineralnych lub witamin również mogą dać się we znaki poprzez wypadanie włosów. Jest to tym samym sygnał do weryfikacji czy dostarczamy organizmowi wszystkiego, co jest mu niezbędne do pracy. Najczęściej przyczyną wypadania jest niedobór żelaza, cynku i krzemu. Warto sprawdzić, czy może tak samo jest w naszym przypadku, a jeśli tak - należy dokonać koniecznych zmian w diecie.

Tutaj warto dodać, że bardzo częstą przyczyną nadmiernej utraty włosów jest niedokrwistość (również związana z niedoborem żelaza, ale też ferrytyny, miedzi, witaminy B12 i kwasu foliowego).

4. Nieprawidłowa pielęgnacja włosów.


Nie czarujmy się – stale niszczone włosy nie będą z nami współpracować. Permanentne osłabianie kondycji włosa przez nieprawidłową pielęgnację, mocne rozjaśnianie, farbowanie, suszenie, prostowanie, kręcenie, tapirowanie, traktowanie dużą ilością składników chemicznych różnych stylizacji oraz drażniące produkty kosmetyczne mogą uwrażliwić mieszki. Rezultatem będzie nie tylko wypadanie włosów, ale – co gorsza - mogą pojawić się również inne problemy trychologiczne. Trzeba pamiętać, że stale niszczone i osłabiane włosy nie mają szansy na długie życie.

Dlatego jeśli zauważysz u siebie nadmierne wypadanie włosów, staraj się poszukać przyczyny. Zadaj sobie następujące pytania:

Czy ogólnie dobrze się czuje? Jeśli nie, co może być tego powodem?
Czy odczuwam stres? Czy dbam o siebie, ruszam się, oddycham, żyję w równowadzę? Czy dbam o to, co i jak jem? Czy przeżyłam/przeżyłem ostatnimi czasy coś ciężkiego, bardzo wymagającego?
Czy dobrze traktuje swoje włosy? (nie szarpię ich, stosuję dobrej jakości kosmetyki, nie przesadzam ze stylizacją i koloryzacją?

Następnie zrób badanie krwi, na start morfologię z rozmazem, oraz badania hormonów. Możesz wykonać je na własną rękę (np. wykonać podstawowe badania hormonów tarczycy – TSH, FT3 i FT4) lub udać się do lekarza lub trychologa, który po zebraniu wywiadu na pewno doprecyzuje jakie badania należy wykonać w Twojej sytuacji. Wyniki badań skonsultuj ze specjalistą i szukaj, szukaj, dociekliwie przyczyn – to podstawa! Cała reszta, czyli kosmetyki, zabiegi i preparaty z apteki to tylko dodatki. Te dodatki, mogą jednak co nieco pomóc. O tym w kolejnym odcinku!

Ciao!



lutego 16, 2020

O ustach – jak dbać o nie zimą i zapobiegać pierzchnięciu

O ustach – jak dbać o nie zimą i zapobiegać pierzchnięciu

Okres jesienno-zimowy to czas noszenia w kieszeniach pomadek ochronnych, ponieważ usta większości z nas są stale przesuszone, przez co pierzchną i pękają. A przecież wargi to nie tylko błony śluzowe, ale przede wszystkim część ciała będąca jedną z ważniejszych stref erogennych. Piękne usta działają jak afrodyzjak. Jak o nie dbać?


Usta to rejon wyjątkowo wrażliwy – pokrywa je tylko cieniutka warstwa naskórka, pozbawionego gruczołów potowych i łojowych. Ten obszar to tzw. czerwień wargowa, której kolor zawdzięczamy prześwitującym przez cienką warstwę naczyniom krwionośnym. Tuż pod nią znajdują się mięśnie, a na samym spodzie błona śluzowa. To właśnie brak gruczołów łojowych sprawia, że skóra ust jest bardziej podatna na przesuszenie – jako, że nie wytwarzają one swojej własnej, tłustej bariery ochronnej, usta szybciej niż inne części twarzy oddają cząsteczki wody, zwłaszcza w suchych pomieszczeniach, przy klimatyzacji i zimnej temperaturze. Całość natłuszczenia usta muszą "pożyczać" od skóry znajdującej się wokół. W zimnej temperaturze ciężko o stałą dostawę tłuszczu, ponieważ łój w chłodzie zachowuje się jak twarde masło, które ciężko przetransportować z jednego miejsca w drugie. Sytuację pogarsza dodatkowo oblizywanie ust – wówczas pozornie je nawilżamy śliną, jednak woda szybko paruje, pozostawiając jeszcze większe przesuszenie. 

Nadmierne przesuszenie ust może być również skutkiem niektórych dolegliwości i chorób, w tym odwodnienia organizmu, zmian w gospodarce hormonalnej (przy niedającym się wyleczyć przesuszeniu warto zbadać hormony tarczycy), oraz niedoborom witamin i mikroelementów, zwłaszcza witaminy A, witamin z grupy B oraz żelaza i cynku. Warto obserwować swój organizm i regularnie się badać, żeby wykluczyć te przyczyny. 




Aby chronić się przed pierzchnięciem będącym efektem przesuszenia, najlepiej natłuścić skórę ust jeszcze przed wyjściem na zimne powietrze, lub przed dłuższym pobytem w suchym pomieszczeniu (np. klimatyzowane biuro, autobus, samolot). Często, aby poradzić sobie z uciążliwym problemem przesuszonej skóry ust, sięgamy po pierwsze z brzegu pomadki ochronne, jednak i tutaj należy uważać. Przede wszystkim ważny jest skład. Zwykłe pomadki ochronne tworzą po prostu nieprzepuszczalną okluzję na powierzchni warg, zwłaszcza jeśli zawierają oleje mineralne. Jeśli zawierają dużo gliceryny lub innych składników frakcji wodnej, mogą jeszcze bardziej przesuszyć usta po wyjściu na zimno. Zamiast zwykłej okluzji, lepiej postawić na kombinację działania ochronnego, regeneracyjnego i leczniczego, które gwarantują maści i produkty do ust bazujące na masłach kosmetycznych, wosku pszczelim i lanolinie (te dwa ostatnie oczywiście nie dla wegan). Maści i masła do ust zahamują zbyt szybkie parowanie wody, a przy okazji zadbają o skórę odżywczo i regenerująco. 


Pocałunki to również bardzo dobra metoda na poprawę wyglądu ust! Pod warunkiem oczywiście, że nie całujemy się na siarczystym mrozie. Podczas całowania przenoszony jest łój skórny z ich krawędzi, poprawia się w nich krążenie krwi, a przy okazji – wzmacniany jest układ odpornościowy. Dlatego jest to jak najbardziej wskazana metoda pielęgnacyjna :) 

Co robić gdy usta popękały?

Gdy skóra ust jest nadmiernie przesuszona, odchodzą z niej łuski i sprawia ból, warto skorzystać z kilku sprawdzonych metod. Cierpliwość i systematyczność będą sprzymierzeńcami, a na efekt leczenia skóry warg trzeba czekać około tygodnia - dwóch. 

Po pierwsze – pod żadnym pozorem nie należy zrywać odchodzących skórek. To tylko pogorszy problem, gdyż powstałe ranki goją się o wiele dłużej i ciężej. Nie można też oblizywać ust, zwłaszcza na mrozie. 



Po drugie – uporczywe skórki można usunąć za pomocą najprostszego peelingu świata – czyli cukru zmieszanego z ulubionym olejem. Oliwa z oliwek lub olej kokosowy będą świetnym wyborem. Taki peeling można wzbogacić sobie tym, czym dusza zapragnie, a najlepiej sięgnąć po coś z kuchennej półki – kakao, sproszkowane płatki owsiane, zioła… Ograniczeniem jest tylko wyobraźnia. Dla leniwych w  drogeriach jest też coraz więcej gotowych peelingów w słoiczku lub w formie pomadki. Taki peeling warto też wykonać przed wykonaniem makijażu na większe wyjście, jeśli zależy nam na większej trwałości pomadki i jej ładniejszym wykończeniu. 


Po trzecie – miodowy kompres. Usta i miód bardzo się lubią. Taka miodowa maseczka to szybka, prosta i skuteczna metoda – po prostu nakładamy cienką warstwę miodu na usta i pozostawiamy na 10 – 15 min. Uwielbiam to połączenie i zazwyczaj już po pierwszym razie widzę poprawę. Miód to bogactwo witamin i enzymów, które zmiękczają, łagodzą i regenerują skórę. 

Warto zastosować taką kurację codziennie, przez kilka dni. Po zmyciu maseczki, pamiętamy o ochronie ust za pomocą tłustych pomadek ochronnych, lanoliny lub innej wybranej maści. Wrzucamy więc bardzo tłustą pomadkę do kieszeni zimowego płaszcza i zawsze nosimy ze sobą. Fajnie sprawdzą się również produkty z witaminami, np. maść z witaminą A. No i pamiętamy, że usta trzeba zabezpieczyć przed ekspozycją na zimno i suche powietrze. 

grudnia 05, 2019

Lanolina - wspaniały składnik ze strasznie krwawą historią w tle

Lanolina - wspaniały składnik ze strasznie krwawą historią w tle
Lanolina kojarzy się z czymś ciepłym, miłym, otulającym i miękkim jak owieczka. Faktycznie jest to produkt pochodzenia zwierzęcego (absolutnie nie jest składnikiem kosmetyków wegańskich), który pozyskuje się bezpośrednio z wełny owiec. To chyba reklamy wszystkich kosmetyków i płynów do prania wzbogaconych o lanolinę zakodowały jej pozytywny obraz w naszej wyobraźni, w sumie całkiem adekwatnie do jej właściwości. Lanolina ma dużo wspólnego z ciepłą owczą wełną – tak jak wełniany koc tworzy na powierzchni skóry okluzję, przez co pośrednio gwarantuje jej nawilżenie. Ma właściwości pielęgnacyjne, odżywcze i ochronne dla skóry. Co więcej, jest to składnik który kojarzy się z zaczynającą się własnie, zimową porą – kiedy spada wilgotność powietrza wokół, skóra również ją oddaje, mając tendencję do przesuszenia. Lanolina świetnie ten problem rekompensuje. Wątpliwą kwestią jest jednak sposób jej pozyskiwania... Czy jest etyczny i czy cierpią podczas tego procesu zwierzęta?

Lanolina to właściwie owczy tłuszczopot. Należy do wosków o ciężkiej, lepkiej konsystencji,  żółtawej barwie i charakterystycznym zapachu. Jest emolientem, a jej najważniejsze właściwości do zdolność do zmiękczania, natłuszczania, okluzji i ochrony naskórka. Gwarantuje skórze miękkość i elastyczność (i tę zdolność zmiękczania wykorzystuje się również przy produkcji płynów do prania w lanoliną) i nie jest komedogenna (nie "zapycha" porów). Większość jej właściwości bazuje na tym, że lanolina jest mieszanką estrów kwasów tłuszczowych ze sterolami, w tym cholesterolem (którego zawiera bardzo dużo i który także jest składnikiem warstwy lipidowej naskórka). Cholesterol jest bardzo pożądany w kosmetykach, żeby przywrócić lipidową równowagę skórze, zwłaszcza w zimie i dla skóry przesuszonej. Poza tym lanolina oprócz właściwości pielęgnujących, jest cennym surowcem przy tworzeniu kosmetyków, jako że pełni rolę emulgatora – jest w stanie zemulgować (pochłonąć) dużą ilość wody. Jest też bardzo kompatybilna z pozostałymi składnikami kosmetyku, gwarantując im lepsze wchłanianie. Zapobiega również nadmiernej keratynizacji, czyli nawarstwianiu się kolejnych, martwych komórek naskórka (np. na stropach), natłuszcza i łagodzi stany zapalne.

Moje dwa słoiczki lanoliny ze sklepów z surowcami kosmetycznymi

Przez jakiś czas lanolinie przypisywano łatkę alergenu, jednak jest to znamię czasów, gdy nie była ona jeszcze tak skutecznie oczyszczana jak w dzisiejszych czasach. Dobrej jakości lanolina oczywiście może uczulać, ale nie jest to tak strasznie powszechne zjawisko.

W kosmetykach najczęściej spotkamy czystą (bezwodną) lanolinę (Lanolinum anhydricum), podczas gdy w recepturze aptecznej króluje lanolina farmaceutyczna uwodniona (Lanolinum hydricum) która zawiera dodatek ok. 25% wody.

Gdzie znajdziemy lanolinę?

  • w proszkach i płynach do prania
  • w produktach leczniczych, maściach, jako składnik opatrunków i kremów przeciwzapalnych i przyspieszających gojenie się ran
  • w kosmetykach ochronnych, natłuszczających, dedykowanych osobom z atopowym zapaleniem skóry i łuszczycą
  • w mydłach i produktach do kąpieli i do włosów  
  • w preparatach dla karmiących matek do skóry brodawek





Osobiście uwielbiam lanolinę. Miałam do tej pory kilka słoiczków, które zużywałam zwykle w zimie. Stosowałam ją albo bezpośrednio na skórę (naj, naj, najlepszy składnik na popękane usta!) albo z jej użyciem ucierałam w parownicy kremy do rąk i stóp, o bardzo odżywczych, ochronnych właściwościach. To wszystko miało jednak miejsce zanim zaczęłam się zastanawiać nad jej faktycznym pochodzeniem. Nie jestem weganką, ale nie jestem też obojętna cierpieniu zwierząt. O tym jednak za chwilę. Wróćmy do kremów z lanoliną – można je bardzo łatwo przygotować w warunkach domowych.

Jak zrobić krem z lanoliną do suchej skóry?
Jest to dużo bardziej prosta historia niż przygotowanie tradycyjnego kremu. Do czystej, zdezynfekowanej parownicy (lub ewentualnie moździerza) przekładamy łyżkę lanoliny i powoli dodajemy do niej wodę lub hydrolat (na przykład 2 łyżki) i dłuugo ucieramy. Pojawi się charakterystyczne strzelanie i zauważymy, że emulsja nabiera powoli jaśniejszego koloru i kremowej konsystencji. Do kremu można dodawać ulubione dodatki, olejki lub witaminy.

A teraz przechodzimy do meritum, czyli... skąd bierze się lanolina?

Lanolinę wytwarzają owce i inne zwierzęta posiadające wełnę. Najczęściej wykorzystywana jest wełna owcza, a jedna czwarta całej wełny na świecie pochodzi z hodowli owiec w Australii. Zwierzęta produkujące wełnę wytwarzają w zimie rodzaj tłuszczopotu - sebum, które dodatkowo chroni je przed temperaturą. Żeby taki tłuszczopot pozyskać, należy najpierw owcę ostrzyc. Następnie wełna przekładana jest do specjalnych pojemników, gdzie jest prana i przełożona do wirówek gdzie runo oddziela się od tłuszczopotu i wody. Następnie lanolina jest oczyszczona z resztek niepożądanych substancji, takich jak np. pestycydy. Pestycydy? Jak to? Ano tak, że owce są opryskiwane pestycydami tak jak uprawy, a czasem nawet i kąpane w pestycydach, dla uniknięcia zasiedlenia ich skór przez pasożyty. Nie wszędzie stosuje się takie praktyki, jednak jest to coś co trzeba wziąć pod uwagę. Na szczęście zarówno prawo europejskie jak i farmakopea narzucają ścisłe regulacje w tej kwestii i lanolina może na ten moment mieć maksymalnie znikomy procent zawartości pestycydów. Po oczyszczeniu, lanolina jest osuszana do osiągnięcia finalnej, twardej konsystencji.

Jeśli komuś ciężko wyobrazić sobie masową produkcję lanoliny, to poniżej wklejam link do filmu na Youtube z fabryki lanoliny:

 

Kwestią budzącą wątpliwości są przede wszystkim metody strzyżenia owiec. Nie zawsze odbywa się to w sposób humanitarny, i często owce są po prostu brane za kopyta do zagrody, gdzie są brutalnie golone do krwi. Jeszcze kilka lat temu głośno było o przeokrutnym mulesingu, czyli wycinaniu płatów wełny wraz ze skórą z tylnych części ciała owiec, żeby zapobiec zasiedlania wełny przez larwy.

Autorytet w kwestii traktowania zwierząt, czyli organizacja PETA, sprzeciwia się złemu traktowaniu owiec już od lat, promując również kampanie kształtujące świadomość ludzi na temat produkcji wełny i ich cierpienia w tym procesie. PETA zachęca do całkowitej rezygnacji z produktów wełnianych, a także jej pochodnych, czyli właśnie lanoliny. Mimo, że w kwestii traktowania owiec wiele się już zmieniło (m.in. w wielu krajach mulesing został zabroniony, tak samo jak kontrolowane są opryski pestycydami i inne procedury) to wciąż istnieje mnóstwo hodowli, gdzie owce są traktowane w barbarzyński sposób. Nie chcę pisać o konkretach, bo są to rzeczy dla ludzi o stalowych nerwach, ale ciekawskich zachęcam do odwiedzenia Googla i Youtuba.

Do tej pory kupowałam lanolinę na stronach z półproduktami. Nie byłam jednak świadoma jak dokładnie się ją pozyskuje... Niestety, ciężko zbadać czy lanolina, którą kupujemy, pochodzi z etycznego źródła. Podobno są hodowle, gdzie gwarantuje się ekologiczny chów owiec, wypasa się je na pastwiskach bez pestycydów, ich strzyżenie odbywa się w sposób bardzo humanitarny i spokojny, bez krzywdzenia. Obróbka runa odbywa się w takich miejscach bez nadmiernego stosowania produktów chemicznych. Brzmi fajnie, ale moje poszukiwania takich miejsc w Polsce szybko legły w gruzach. Wiem, że istnieje marka, która szczyci się organiczną, wolną od pestycydów i okrucieństwa wełną – LanaCare. Produkty tej marki dostępne są m.in. w internetowych drogeriach ekologicznych. Zamierzam przyjrzeć się im bliżej.

Jeśli ktoś z Was ma wiedzę lub komentarze na ten temat, to zachęcam do dzielenia się! Ja zamierzam skończyć mój słoik lanoliny do końca, i kolejnego nie kupię, dopóki nie będę pewna skąd dokładnie ona pochodzi. Zamierzam też zwracać uwagę na ten składnik w INCI (na szczęście jest prosty do znalezienia (Cera Lana, Lanolin).

Tak więc ta ciepła, milutka, miękka i puszysta lanolina, stawiająca przed oczami obraz niewinnego baranka, ma tak naprawdę brutalną historię w tle. Wielka szkoda, bo jest to fantastyczny i ciężki do zastąpienia półprodukt pielęgnacyjny, zwłaszcza zimą. Jednak decyzje etyczne każdy z nas podejmuje dla samego siebie. Ja na ten moment lanolinę sobie odpuszczam, zwłaszcza w komercyjnych i szeroko dostępnych produktach, i rozpocznę poszukiwania etycznych źródeł jej pozyskiwania.


Do poczytania:

https://dziecisawazne.pl/welna-naturalna-czy-nie/
https://www.ekonsument.pl/s134_welna_konwencjonalna.html
https://www.peta.org/about-peta/faq/whats-wrong-with-wearing-wool/

listopada 26, 2019

Dobre, wegańskie i naturalne emulsje do mycia twarzy

Dobre, wegańskie i naturalne emulsje do mycia twarzy
Dziś kilka dobrych kosmetyków, które miałam okazję wypróbować ostatnimi czasy. Wszystkie z nich są w pełni naturalne, wegańskie i nietestowane na zwierzętach.



Jeśli chodzi o kosmetyki do mycia twarzy, to do wyboru mamy kilka rodzajów produktów. Odpowiedni rodzaj kosmetyku powinniśmy dobrać do aktualnych potrzeb swojej skóry. Najczęściej wybierane są żele myjące, a zaraz za nimi sięgamy najchętniej po pianki, mydła, syndety, olejki myjące oraz bohaterów dzisiejszego odcinka, czyli emulsje i mleczka. Te dwa ostatnie to moi wielcy faworyci. W przypadku cery suchej, normalnej i mieszanej, mleczka sprawdzają się idealnie. Są delikatniejsze niż typowe żele oczyszczające, ponieważ nie są typowymi mieszaninami środków myjących, tylko właściwie emulsjami podobnymi do kremu i nie przesuszają dodatkowo skóry. I o tę delikatność właśnie chodzi, warto ją podkreślić. Może być to zdecydowany plus również dla cer tłustych. Sęk w tym, żeby oczyszczanie twarzy przebiegło tak, aby jak najmniej uszkodzić warstwę hydrolipidową, co często serwują nam zbyt mocne detergenty.

W emulsjach i mleczkach, zawartość detergentu jest rekompensowana przez bogactwo olejów i kwasów tłuszczowych, które również radzą sobie z rozpuszczaniem kosmetyków i brudu, które następnie łatwo spłukać wraz z wodą. Dodatkowo, kremy i emulsje tego typu nie pienią się – dla mnie to duży plus, ale wiem, że niektórych to irytuje. Tak samo zwolennicy mocniejszego mycia i osoby z silnym łojotokiem mogą uznać takie emulsje myjące za zbyt słabe. Nie mniej jednak polecam je osobom, których skóra regeneruje się przeszłych epizodach zbyt mocnego mycia (skutkujące aktualnym przesuszeniem), po złuszczaniu (peelingami, kwasami) i innych mocnych kuracjach kosmetycznych. I, tak jak wspominałam wcześniej, ogólnie rzecz biorąc takie produkty są godne polecenia dla posiadaczek cer suchych, wrażliwych i normalnych, a tłuścioszkom można je polecić w zależności od nasilenia łojotoku. Fajnym rozwiązaniem są też emulsje i olejki stosowane do rozpuszczania i usuwania makijażu (czyli etapu pierwszego) i sięgnięcie po żel lub piankę jako drugi etap oczyszczania.




Weleda, Gentle Cleansing Milk, 100ml, 40zł

To jeden z moich faworytów. Pomimo, że alkohol ma już na trzecim miejscu składu, to jakoś mu to wybaczam. Myślę, że przesuszenie mogłoby wystąpić przy zbyt długim jego stosowaniu, np. kilku opakowań na raz. Po zużyciu jednego nie zauważyłam negatywnych skutków takiej receptury. Rekompensatą jest dla mnie prostota formuły, w której króluje olej sezamowy, należący ostatnio do moich ulubionych. Nie czuję przez to, żeby alkohol działał w jakimkolwiek stopniu wysuszająco. Delikatne, kremowe mleczko wylewam bezpośrednio na dłonie i masuję nim mokrą skórę twarzy. Mleczko można nakładać też na zwilżone waciki, ale u mnie tradycyjnie sprawdza się opcja używania produktu bezpośrednio z dłoni. Po kilku minutach takiego masażu, zmywam produkt obficie wodą. Małym minusem jest duży otwór do jego wylewania, moim zdaniem dość nieporęczne wyjście, ale co kto lubi. Mleczko ma lejącą konsystencję, ładnie rozpuszcza makijaż, jest idealnie kremowe i delikatne. Można go używać stricte do demakijażu, uważając jednak na to żeby w żadnym wypadku nie dostał się do oczu. Jednak ja nie używałabym go do tego celu. Za to do typowego oczyszczania skóry w pełni zdaje egzamin. Zapach jest mega mocny i powala mnie na kolana (pozytywnie), chociaż z pewnością będzie wiele osób, dla których będzie on dziwny i duszący. Moim zdaniem jego świeżość jest bardzo orzeźwiająca. Pachnie w sumie podobnie do flagowego kremu Weledy Skin Food, olejkami eterycznymi i mocnymi, zadziornymi cytrusami i irysem. Plus za piękne, szklane opakowanie.




i+m Naturkosmetik Berlin, Mleczko oczyszczające z olejem awokado i ze słodkich migdałów, 150 ml, ok. 30 zł

Dość ciężko dostępne, ale świetne mleczko, które sprawdza się zarówno jako preparat stricte do demakijażu na wacik, oraz do mycia twarzy. Upolowane w TK Maxie. Marka jest w stu procentach "fair, organic i vegan" tak, jak głosi opakowaniach, co jest ogromnym plusem, zauważalnym również w składzie. Nie ma w nim raczej nic do zarzucenia.W przeciwieństwie do Weledy, tutaj dozownik jest zmniejszony do minimum, co z pewnością ułatwia wydobycie produktu na wacik, ale jeśli używamy go prosto na dłoń, potrzebne jest kilka - kilkanaście pompek. Delikatne składniki, brak mocnych i kontrowersyjnych dodatków i wzorowe działanie. Jest baardzo baaardzo delikatne, myślę, że docenią go za to wrażliwcy. Po jego zastosowaniu skóra nie traci nawilżenia. Produkt w stu procentach spełnia swoje funkcje, ale przez dozowanie mam ochotę bardziej używać do jako produkt stricte do demakijażu.





Tropic, Smoothing Cleanse – Complexion purifier, 120 ml, £16 / ok. 70zł

Produkt wypchany dobrem po brzegi. Wysoka cena i bardzo wysoka jakość w jednym. Tak jak i poprzednicy, kosmetyk jest w pełni wegański. Składniki pochodzą z organicznych upraw. Nie jest testowany na zwierzętach. Wszystko co w nim zawarto jest pochodzenia naturalnego, nie ma żadnych kontrowersji w środku. Oprócz roślinnego, pielęgnującego składu (jak w produkcie i+m), formuła wzbogacona jest o ekstrakty roślinne i glukonolakton, co pozwoli na dodatkowe działanie antyoksydacyjne, przeciwzapalne i nawilżające. Bardzo przyjemny, kremowy produkt o ładnym, świeżym zapachu i konsystencji lekkiego mleczka. Jako produkt solo sprawdzi się zwłaszcza dla cer suchych, ponieważ pozostawia wyczuwalny film, który można, ale nie trzeba, usunąć za pomocą miękkiej, bambusowej ściereczki (dostępna w zestawie). W przeciwieństwie do produktów myjących, po których skóra jest często ściągnięta i błaga o nawilżenie, ten produkt pozostawia ją w pełni nawilżoną i odżywioną, zarówno przy zwykłym, porannym myciu, jak i wieczornym, głębszym oczyszczaniu w duecie z demakijażem. Dla mnie to wyraźnie wyczuwalne odżywienie skóry to zdecydowany plus i jakość jakiej szukam w kosmetykach.




Alverde, Clear Waschcreme Heilerde, Emulsja do mycia cery zanieczyszczonej, 100 ml, ok 15 zł

Nie wiem ile opakowań mam już za sobą. To produkt, do którego często wracam, jest po prostu tani  i dobry. Zazwyczaj używam go pomiędzy nowościami, które aktualnie testuję. Producent dedykuje go osobom ze skórą tłustą i zanieczyszczoną, ale ja wcale a wcale bym się do tego nie ograniczała, zwłaszcza do kryterium tłustości. Osoby ze skórą suchą, normalną lub mieszaną, na której występują niedoskonałości i pojawiają się wypryski, też zdecydowanie z niego skorzystają. Tak więc dla skór zanieczyszczonych – zdecydowanie tak! W przeciwieństwie do pozostałych produktów w tym zestawieniu, zawiera on składniki powierzchniowo czynne, jednak nie ma typowej konsystencji żelu do mycia, tylko właśnie przyjemnej emulsji. Tak jak pozostałe kosmetyki, jest to super kremowy produkt. Wygodny, poręczny i bardzo skuteczny. Naturalny i nietestowany na zwierzętach. Świetnie oczyszcza skórę twarzy, będąc przy tym delikatnym. Nie jest to jednak typowy środek do usuwania makijażu (demakijaż lepiej wykonać olejkiem lub dedykowanym produktem przed jego użyciem). Pozostawia skórę z uczuciem odświeżenia i wygładzenia, bez przesuszenia i ściągnięcia. Zapach raczej neutralny. Bardzo go lubię i polecam. Do kupienia w drogeriach DM za granicą, a w Polsce na Allegro i w niektórych sklepach internetowych.



listopada 16, 2019

6 cnót oczyszczania skóry twarzy

6 cnót oczyszczania skóry twarzy
Na temat oczyszczania skóry mówi się bardzo wiele, jednak wciąż mam wrażenie, że niektóre kwestie są zamiatane pod dywan. O prawidłowym oczyszczaniu pisałam w tym artykule i odsyłam do niego po porady jak wykonywać tę czynność prawidłowo. Dzisiaj postanowiłam rozszerzyć ten temat o kilka złotych zasad. Są to "cnoty", które warto w sobie rozwijać, żeby wyprowadzić swoją skórę na prostą.



1. Umiar

Nałożenie na skórę dziesięciu różnych kosmetyków oczyszczających wcale nie przysłuży się dla jej dobra. Lepiej zdecydować się na jeden, dwa dobre i łagodne produkty, które świetnie poradzą sobie z usunięciem zanieczyszczeń. Dwuetapowe oczyszczanie (olejek plus produkt myjący) jest jak najbardziej ok, jednak nawarstwianie coraz to nowych produktów oczyszczających może być dla skóry za mocne. Detergenty, które zawarte są w recepturach żeli, pianek i innych kosmetyków wymywają ze skóry lipidy. A codziennym stosowanie takich mocnych kombinacji może uszkodzić warstwę ochronną na dłużej, a efekt będzie odwrotny od zamierzonego. Skóra zacznie się bronić. No i chyba nie trzeba dodawać, że to samo dotyczy peelingów - nie powinno się złuszczać naskórka codziennie! Wszelkie szczoteczki, żele z drobinkami, pasty, i wszystko co ściera warstwę rogową naskórka to tak naprawdę peelingi. Owszem, są one potrzebne, jednak nie w codziennej, rutynowej pielęgnacji. Zatem po pierwsze – umiar! Nie nadużywajmy produktów, lepiej wybrać jeden, dwa dobre kosmetyki i się ich trzymać :)

2. Delikatność 


Kolejna złota zasada, którą warto zapamiętać, to delikatność. Tak jak stawiamy na łagodne detergenty, tak też nie powinniśmy gwałtownie szorować i ścierać skóry. Należy unikać zbyt mocnego pocierania, używać za gorącej wody i agresywnych preparatów myjących, ponieważ możemy łatwo podrażnić skórę lub zaostrzyć stany zapalne. Letnia (lub chłodna) woda i miękkie masowanie to dobre wyjście. Jeśli okażemy skórze czułość, to z pewnością się odwdzięczy.

3. Roztropność


Ten podpunkt dedykuję myciu twarzy mydłem. Jeśli mówimy o naturalnych mydłach o zasadowym odczynie, to – wbrew wielu hurraoptymistycznym opiniom – produkt ten nie nadaje się do mycia skóry twarzy. Skóra ma odczyn lekko kwaśny, dlatego mycie jej zasadowym produktem zaburzy jej równowagę kwasowo-zasadową. Oczywiście, skóra ma też bufor, który po chwili tę równowagę przywraca, jednak stosowanie mydła raz po raz do mycia skóry twarzy (czyli miejsca, gdzie jest cienka, delikatna, narażona na wszystkie czynniki zewnętrzne), może ją łatwo rozregulować i pozbawić ochrony. W przeciwieństwie do rąk i ciała, w przypadku skóry twarzy należy uważać i lepiej postawić na produkt dedykowany właśnie do jej pielęgnacji.




4. Wstrzemięźliwość


Często spotykam się i widzę tak nadgorliwe podejście do oczyszczania, że skóra "aż piszczy". Nie tędy droga! Skóra to taka powłoka, która ma za zadanie przede wszystkim chronić ciało przed czynnikami zewnętrznymi, dlatego jeśli dostaje w kość przy oczyszczaniu za pomocą olejku, pasty, pianki, ścieraniu ściereczką, gąbeczką a na koniec jeszcze utradźwiękami, to jej reakcja będzie zdecydowanie obronna. Niestety, możemy łatwo sami sobie zaszkodzić taką nadmierną pielęgnacją. Co innego za to sądzą producenci kosmetyków, którzy raz po raz zachęcają nas prawie do  STERYLIZOWANIA skóry. Jest to prosta droga do nabawienia się nadwrażliwości i nadreaktywności.

To samo dotyczy pielęgnacji skóry rano – nie ma sensu atakować skóry tysiącem kosmetyków, jeśli potrzebujemy usunąć ze skóry tylko to, co się na niej zgromadziło przez noc, czyli sebum, pot, kurz. O poranku potrzebna jest nam świadomość potrzeb swojej cery i umiejętność jej obserwacji  – czy jest rano tłusta, świecąca, a może ściągnięta i zaczerwieniona? Do tego należy dostosować poranne mycie. Przy skórze bez większych problemów, wystarczy spryskać twarz hydrolatem, lub - jeśli jest taka potrzeba - umyć twarz łagodnym preparatem.

5. Dokładność


Oczyszczamy powoli, dokładnie, w rytmie slow. Przy pośpiesznym oczyszczaniu możliwe jest pozostawienie resztek produktu, co jest bardzo niepożądane, oraz nie domycie niektórych miejsc. Dzięki powolnym, dokładnym, masującym ruchom, mamy szans dotrzeć do wszystkich miejsc, zagłębień i szczelinek, a także rozpuścić i wymasować zanieczyszczenia z porów. Pośpiech nie służy, ani skórze, ani psychice.



6. Cierpliwość


Trzeba o tym pamiętać, że musimy cierpliwie poświecić oczyszczaniu odpowiednią ilość czasu i nie stosować półśrodków. Ważna jest też kolejność. Najpierw demakijaż, a dopiero później oczyszczanie. Nie zastąpimy mycia twarzy żadnym płynem micelarnym ani mleczkiem do demakijażu. Jeśli dbamy o skórę regularnie, cierpliwie, dokładnie, i stosujemy się do wszystkich zasad to wkrótce zobaczymy efekt. Dobre oczyszczanie pozwoli zauważyć zmniejszenie ilości zaskórników i niedoskonałości i nada skórze świeżego, promiennego wyglądu.

listopada 14, 2019

Zrozumieć INCI - część 1. Alkohole

Zrozumieć INCI - część 1. Alkohole
Dzisiaj pierwszy odcinek serii dla osób, które chcą dowiedzieć się, co wchodzi w skład ich kosmetyków. Jest to niezbędnik do nauki odczytywania składu INCI. 

Pierszą grupą związków, z która trzeba się zapoznać są ALKOHOLE. Ustaliłam na potrzeby tego artykułu ich prosty podział, który będzie przystępny do zapamiętania.





ALKOHOLE – związki organiczne, które zawierają w cząsteczce przynajmniej jedną grupę hydroksylową -OH


1. Alkohole klasyczne 


BUDOWA
- małe cząsteczki, które łatwo wchłaniają się przez skórę i szybko z niej parują

WŁAŚCIWOŚCI
- odkażające, konserwujące, bakteriobójcze, antyseptyczne
- promotory przenikania – likwidują barierę hydro-lipidową, dzięki czemu pozostałe składniki kosmetyku mogą szybko przeniknąć przez warstwę rogową
- odtłuszczają skórę, dezynfekują (np. żele antybakteryjne do rąk), działają wysuszająco
- w zabiegach kosmetycznych – przygotowują skórę na działanie kolejnych kosmetyków oraz stanowią czasem podstawę preparatów kwasowych
- długotrwałe stosowanie może prowadzić do przesuszenia naskórka, ciągłe uszkadzanie warstwy hydro-lipidowej może wywołać reakcję obronną w postaci nadmiernego łojotoku lub podrażnienie

PRZYKŁADY
  • Alkohol etylowy (INCI: Ethanol, Ethyl Alcohol, Alcohol, Alcohol denat., DRF Alcohol, Gain Alcohol)

Trzeba pamietać że etanol jest czystym alkoholem i jeśli jego zawartość w produkcie jest mała i służy wyłącznie jako konserwant, to może lekko wysuszać, ale rekompensują to inne składniki renatłuszczające. Ważne jednak żeby był na końcu składu. Może być to pożądany składnik jako alternatywa dla innych konserwantów. W przeciwieństwie do niego, Alcohol Denat., czyli alkohol denaturowany (etanol skażony) jest zanieczyszczony substancjami chemicznymi, dlatego jest to składnik do unikania.

  • Izopropanol (INCI: Isopropanol, Isopropyl Alcohol) – wysuszający konserwant i rozpuszczalnik, jest stosowany jako tańszy zamiennik etanolu i alkoholu denaturowanego. 


  • Alkohol diacetonowy (INCI: Diacetone Alcohol) - konserwant, rozpuszczalnik, stosowany najczęściej w lakierach do paznokci.




2. Alkohole aromatyczne 



BUDOWA
- średnia wielkość cząsteczki

WŁAŚCIWOŚCI
- działanie obojętne dla skóry
- najczęściej składniki kompozycji zapachowych i konserwanty
- potencjalne alergeny dlatego mają ekreślone stężenia w kosmetykach

PRZYKŁADY

  • Alkohol benzylowy (INCI: Benzyl Alcohol) – stosowany jako konserwant, nie jest szkodliwy dla środowiska. Pozyskiwany jest z olejków eterycznych. Używany również jako substancja zapachowa (zapach jaśminu). Na pewno spotkacie go bardzo często tu i tam. 
  • Alkohol fenyloetylowy (INCI: Phenethyl Alcohol) - składnik kompozycji zapachowych, konserwant
  • Alkohol cynamonowy (INCI: Cinnamyl Alcohol)
  • Alkohol amylocynamonowy (INCI: Amylcinnamyl Alcohol) 
  • Alkohol anyżowy (INCI: Anise Alcohol)


3. Alkohole tłuszczowe 


BUDOWA
- bardzo duża cząsteczka, która nie przenika przez warstwę rogową naskórka

WŁAŚCIWOŚCI
- cząsteczka zostaje na powierzchni naskórka i tworzy okluzję
- hamują ucieczke wody (działanie pośrednio nawilżające)
- najczęściej wykorzystywane jako emolienty, stabilizatory emulsji, koemulgatory
- działanie ochronne, kondycjonujące
- obojętne dla skóry, nie alergizują
- mogą działać komedogennie (rzadko)


PRZYKŁADY

  • Alkohol cetylowy (INCI: Cetyl Alcohol)
  • Alkohol stearylowy (INCI: Stearyl Alcohol)
  • Alkohol cetylostearylowy (INCI: Cetearyl Alcohol)
  • Alkohol izocetylowy (INCI: Isocetyl Alcohol)
  • Alkohol mirystylowy (INCI: Mirystyl Alcohol)
  • Alkohol arachidylowy (INCI: Arachidyl Alcohol)
  • Alkohol decylowy (INCI: Decyl Alcohol)


4. Pozostałe alkohole


Podchwytliwe, ponieważ nie mają słowa Alcohol w nazwie. Królują wśród nich humektanty:
  • Gliceryna, glicerol (INCI: Glilycerin). Humektant, który pomaga transportować pozostałe składniki kosmetyku wgłąb skóry.
  • Glukoza (INCI: Glucose)
  • Fruktoza (INCI: Fructose)
  • Sacharoza (INCI: Saccharose)
  • i inne: (INCI: Sucrose, Sugarr, Sorbitol, Xylitol, Mannitol)


  • Glikole (a wśród nich bardzo sławny Glikol Propylenowy i Glikol Butylenowy. Ale są to tak wielkie i kontrowersyjne postacie w świecie kosmetyków, że warto poświęcić im osobny odcinek :) 



Czy alkohole są bezpieczne i pożądane w kosmetykach? Podsumowanie


Alkohole są bardzo często spotykanymi składnikami w kosmetykach, dlatego warto się z nimi zapoznać, jeśli chcemy świadomie czytać składy kosmetyków. W zależności od rodzaju alkoholu, mogą działać jako rozpuszczalnik, konserwant, promotor przenikania, substancja zapachowa, emulgator, substancja konsystencjotwórcza lub emolient.

Alkohole o małej cząsteczce łatwo przenikają przez skórę. Etanol i podobne do niego alkohole (podpunkt 1.) ułatwiają przenikanie innych substancji przez skórę, ale – jeśli są w większych stężeniach – mogą nadmiernie ją przesuszać, a stosowane długotrwale powodować podrażnienia i uszkodzenia. Także jeśli napotkamy się w składzie na alkohol z grupy pierwszej, sprawdźmy po pierwsze co to za rodzaj alkoholu, czy jest on czysty czy zanieczyszczony, oraz na jakim miejscu w składzie występuje. Jeśli jest mocno z przodu, lepiej odpuścić sobie taki kosmetyk, ponieważ może działać wysuszająco. No chyba że taki jest cel stosowania kosmetyku (np. zniszczenie warstwy hydro-lipidowej do dalszego wprowadzenia w nią kwasu).

Alkohole wielkocząsteczkowe (podpunkt 3.) tworzą okluzję na powierzchni skóry i działają na nią pośrednio nawilżająco. Także w kosmetykach są jak najbardziej pożądane.  Dzięki okluzji zatrzymują wilgoć zapobiegając nadmiernemu odparowywaniu wody, działają kondycjonująco, zmiękczająco i renatłuszczająco (podczas mycia skóry, usunięte są z niej składniki tłuszczowe naskórka, a substancje renatłuszczające pozwalają odbudować warstwę lipidową). Jedyne co warto sprawdzić i zaobserwować, to jaki rodzaj alkoholu został zastosowany, ponieważ mogą one być potencjalnymi składnikami komedogennymi (zapychającymi).

Jeśli chodzi o alkohole aromatyczne (podpunkt 2.), to również nie ma się czego bać. Zazwyczaj są to bezpieczne konserwanty pochodzenia roślinnego, które dodatkowo nadają kosmetykowi zapach. Uważać powinni jednak alergicy, ponieważ związki zapachowe mogą uczulać.